Czy człowiek sam zepsuł klimat

arktyka_zielony_biegun_mTwierdzenie, że 7 miliardów ludzi mieszkających na Ziemi nie
wpływa na globalne ocieplenie klimatu, jest niebezpiecznym nadużyciem…

        .   Tonący archipelag
        .   Arktyka szybciej traci biel 

– twierdzą naukowcy – Zbigniew Kundzewicz, Janusz Olejnik i Piotr Tryjanowski – w rozmowie z Aleksandrą Stanisławską

Zespół elektrowni w Koninie. To tutaj 2 grudnia 2008 r. ekolodzy z
Greenpeace weszli na jeden z kominów domagając się szybkiego podpisania
przez Polskę pakietu klimatycznego

autor zdjęcia: Bartosz Jankowski

źródło: Fotorzepa

Zespół elektrowni w Koninie. To tutaj 2 grudnia 2008 r. ekolodzy z
Greenpeace weszli na jeden z kominów domagając się szybkiego podpisania
przez Polskę pakietu klimatycznego

+zobacz więcej

Czy globalne ocieplenie to wina człowieka? Prof. Zbigniew
Jaworowski w wywiadzie, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” 9 grudnia,
zaprzecza tej tezie.

Zbigniew Kundzewicz: Ziemia ma 4,6 miliarda lat, a jej klimat
wielokrotnie się zmieniał. My, ludzie, pojawiliśmy się stosunkowo
niedawno i dopóki było nas niewielu, zmiany temperatury były całkowicie
naturalne. Kiedy zrobiło się nas 6,7 miliarda, zyskaliśmy moc wpływania
na klimat globu. Ukuto nawet termin „antropocen”, który oznacza epokę,
w której człowiek odgrywa rolę sprawczą porównywalną z geologią czy
wulkanami. Dysponujemy potężnymi technologiami i produkujemy ogromne
ilości energii.

Janusz Olejnik: Nie ma innego wytłumaczenia obecnego ocieplenia niż
działalność ludzi. Ze wszystkich dostępnych danych wynika, że w ciągu
ostatniego pół miliona lat dwutlenek węgla nigdy jeszcze nie
przekroczył wartości 290 – 300 ppm. A w tej chwili zbliżamy się do 400
ppm, co wynika z aktywności człowieka. Korelacja jest oczywista.
Niezauważanie tego świadczy albo o braku dobrej woli, albo o niewiedzy.

Może jednak obecne ocieplenie to nie wina ludzi, ale efekt zmian
aktywności Słońca czy wahań konfiguracji cyklu orbitalnego Ziemi.

Kundzewicz: To wszystko prawda, ale w innej skali czasowej.
Opierając się na cyklu słonecznym, erupcji wulkanów czy teorii
orbitalnej, nie jesteśmy w stanie wyjaśnić silnego ocieplenia
zachodzącego w ostatnich dziesięcioleciach. Gdyby tylko czynniki
naturalne decydowały o klimacie, to on by się teraz oziębiał. Jedynym
wytłumaczeniem zjawiska odwrotnego jest zestawienie wszystkich
czynników: naturalnych, takich jak Słońce, wulkany czy wahania orbity,
oraz skutków działalności człowieka: emisji gazów cieplarnianych i
wycinania lasów.

A 11-letni cykl zmian aktywności Słońca, w którego szczycie obecnie
się znajdujemy? Kiedy spadnie ta aktywność, powinno nastąpić
ochłodzenie.

Kundzewicz: Oznaczałoby to więc, że obecnie mamy szczyt ciepła. Nie
bardzo się to zgadza, ponieważ wszystkie lata po roku 2000 były
podobnie ciepłe.

Niektórzy twierdzą, że po 2020 roku ma nastąpić ochłodzenie klimatu.

Kundzewicz: Spodziewamy się ocieplenia przez wiele następnych
dziesięcioleci. W 2020 roku powinno być średnio o 0,2 st. C więcej niż
dziś.

Jaką rolę w obecnych badaniach, w których panowie brali udział,
stanowią czynniki naturalne, niezależne od ludzi? Wydaje się, że są one
niedoceniane i rzadko komentowane.

Kundzewicz: One po prostu nie tłumaczą obecnego ocieplenia.

Piotr Tryjanowski: Ten wpływ naturalnych cykli byłby nadal
widoczny, gdyby nie ocieplenie klimatu. Jeśli popatrzymy na dane sprzed
okresu współczesnych zmian globalnych, zobaczymy te naturalne fazy.
Tyle że teraz ich już nie widać, ponieważ nałożyło się na nie zjawisko
ocieplania najprawdopodobniej związane z działalnością człowieka.

Jaki procent strumienia dwutlenku węgla emitowanego przez Ziemię to skutek działalności człowieka?

Janusz Olejnik: To nie jest trudne do obliczenia. Przed rewolucją
przemysłową zawartość dwutlenku węgla wynosiła 280 ppm. Po 100 latach
mamy 380 ppm. Tak więc 30-procentowy wzrost zawartości CO2 w atmosferze
wynika z działalności człowieka. Wzrost koncentracji tego gazu zbiega
się od kilkudziesięciu lat z rosnącą temperaturą na Ziemi i ze zmianami
użytkowania gruntów, głównie wylesianiem.

Tylko 4,7 proc. strumienia całego ziemskiego CO2 pochodzi od działalności człowieka. To chyba niewiele?

Tryjanowski: Przy pełnej szklance przedawkowanie nawet o 1 proc.
objętości powoduje, że płyn wycieka. Wszystko jedno, czy przekroczymy
limit o jeden, czy o pięć procent – to i tak jest za dużo.

Przecież to para wodna powinna mieć największy wpływ na efekt szklarniowy.

Olejnik: Nieprawdą jest sugestia, że efekt cieplarniany zależny
jest jedynie od pary wodnej, więc można zapomnieć o dwutlenku węgla.
Już w latach 70. udowodniono, że na efekt szklarniowy składa się cała
grupa gazów. W ponad 60 proc. proces ten jest zależny od pary wodnej,
której zawartość w atmosferze natura wciąż jeszcze sama reguluje.
Jednak w pozostałej części efekt cieplarniany wynika z wpływu innych
gazów, wśród których dzisiejszym negatywnym bohaterem jest bez
wątpienia dwutlenek węgla. Naukowcy są co do tego zgodni, tylko
sceptycy nie chcą tego zauważyć.

Jaką rolę w procesie ocieplenia odgrywają oceany? Czy więcej emitują, czy pochłaniają dwutlenku węgla?

Olejnik: To, co wydziela człowiek, według prof. Jaworowskiego jest
niczym w porównaniu z tym, co wydzielają oceany. Profesor pominął fakt,
że oceany również pochłaniają dwutlenek węgla – i to w większej ilości,
niż go wydzielają. Potwierdzają to wszystkie znane mi artykuły,
obliczenia, pomiary i modele. Wniosek z tego taki, że jeżeli CO2 w
atmosferze stale przybywa, a oceany pochłaniają go więcej, niż emitują,
to winowajca musi być gdzieś indziej.

W jaki sposób uprawa roli wpływa na zmiany klimatu? Prof.
Jaworowski twierdzi, że „człowiek najbardziej zaingerował w środowisko
naturalne, gdy powstało rolnictwo”.

Olejnik: To kolejna nieprawda.

Kundzewicz: Początki rolnictwa miały miejsce kilka tysięcy lat
temu, kiedy na świecie żyło 5 – 10 milionów ludzi. Teraz jest nas na
Ziemi tysiąc razy więcej.

Tryjanowski: Myślę, że nie trzeba nawet używać argumentów
demograficznych. Wystarczy spojrzeć na to, jak obecnie wygląda
wycinanie lasów, które w bardzo znaczącym stopniu kształtują obieg
tlenu i dwutlenku węgla na Ziemi.

Olejnik: Przez proces parowania lasy mają bez wątpienia ogromny
wpływ na wzrost globalnej temperatury. Woda parując, pobiera kolosalne
ilości enrgii i transportuje je do górnej atmosfery. Kiedy lasów ubywa,
proces ten słabnie. Skutek jest taki, że w dolnych partiach atmosfery
robi się cieplej, a w górnych – chłodniej.

Prof. Jaworowski mówi o tym, że pychą jest stwierdzenie, iż
człowiek jest w stanie wpłynąć na globalny klimat. W tym miejscu warto
przypomnieć sobie dziurę ozonową, ewidentny przykład wpływu
działalności człowieka. Od kiedy ustalono, że jest za nią
odpowiedzialny freon, ludzkość podjęła natychmiastowe działania i w
dużej mierze wyeliminowała ten gaz z obiegu. Dzięki temu udało się
zahamować proces wzrostu dziury ozonowej.

Czy to możliwe, by ocieplenie klimatu nie było skutkiem wzrostu
zawartości CO2 w powietrzu, tylko jego przyczyną? Przecież w dziejach
klimatycznych Ziemi można wskazać takie momenty.

Kundzewicz: Rzeczywiście, mamy sporo przykładów zmian klimatycznych
niebędących następstwem wzrostu ilości dwutlenku węgla. Tak było np.
podczas średniowiecznego ocieplenia, kiedy to następowały wahania
temperatury, ale stężenia CO2 nie zmieniały się znacznie. Wiemy to na
podstawie odwiertów lodowych i badania pęcherzyków powietrza
uwięzionych w lodzie. Wtedy o ociepleniu decydowały czynniki czysto
naturalne.

Zapewne jednak istnieją badania naukowe popierające tezę przeciwników wpływu człowieka na globalne ocieplenie.

Olejnik: Ja takich wiarygodnych współczesnych badań nie znam. Parę
lat temu prestiżowy magazyn „Science” zrobił analizę tysiąca artykułów
dotyczących ocieplenia klimatu. Szukano w nich fragmentów lub całych
tekstów zaprzeczających tezie o winie człowieka za zmiany klimatyczne.
Nie znaleziono żadnych. Natomiast w czasopismach, w których w zasadzie
można opublikować, co się chce, bo brakuje procesu recenzji, liczba
artykułów głoszących takie tezy sięgała 50 proc. W tym miejscu rodzi
się pytanie: dlaczego wobec takiej liczby faktów, publikacji w
najpoważniejszych czasopismach są jeszcze naukowcy, którzy temu uparcie
zaprzeczają?

Odpowiedź sceptyków jest prosta: to spisek.

Olejnik: To zakrawa na śmieszność.

Kundzewicz: Sceptycy od lat powtarzają tezę o spisku. Nie obejmuje
to jednak szerokiej rzeszy badaczy, którzy chcą poznać odpowiedzi na
trudne pytania bez opowiadania się po żadnej ze stron. Jeżeli dane
pokażą, że to my się myliliśmy, przyznamy to z pokorą. Na razie jednak
nic na to nie wskazuje.

Spisek ten ma prowadzić do osłabienia światowej gospodarki…

Tryjanowski: Wszyscy trzej jesteśmy wielkimi zwolennikami
nowoczesnych technologii. Zarzucanie nam, że jesteśmy przeciwko
rozwojowi gospodarczemu, to chyba celowe przeinaczenie. Chcielibyśmy
rozwoju, jednak nie takiego, który jest prostym wykopywaniem i
spalaniem bogactw naturalnych Ziemi.

Olejnik: Czy 15 lat temu ktoś myślał o turbinach wiatrowych tej
mocy, którą mamy teraz, o niskiej cenie ogniw słonecznych, o sprzęcie
gospodarstwa domowego oszczędzającym energię? To są rzeczy, które
przybliżają nas do przyjaznych środowisku technologii. Bez wątpienia
zdarzyły się dzięki temu, że odpowiedzialni ludzie kilkanaście lat temu
zaczęli poważnie myśleć o klimacie na Ziemi.

Kundzewicz: Dzięki poszukiwaniom nowych źródeł energii zaczęto rozwijać nowe technologie. To był i nadal jest motor postępu.

Jednak naprawdę wydajne technologie to nie odnawialne źródła
energii, które raczej nie sprostają rosnącym wymaganiom ludzkości,
tylko bardzo kontrowersyjne elektrownie jądrowe.

Kundzewicz: Jestem otwarty na energetykę jądrową, która jest dobra
dla ochrony klimatu, choć ma kilka ważnych minusów i wymaga ogromnych
inwestycji. Jednak jeżeli teraz zdecydujemy się na to źródło energii,
pierwszy prąd z polskiej elektrowni jądrowej popłynie dopiero w 2021
roku, zbyt późno, by spełnić nasze zobowiązania wobec UE. Trzeba więc
myśleć o oszczędzaniu energii oraz o wszelkich możliwych jej źródłach.

Energetyka jądrowa to chyba jedyny punkt, w którym zgadzają się
panowie z prof. Jaworowskim. A przecież krytyka jest nauce potrzebna.

Tryjanowski: Sceptycy są potrzebni w naszym wspólnym dążeniu do
prawdy. Nie sądzę jednak, żeby używanie tez niepopartych naukowo do
owej prawdy nas przybliżało.

Prof. Zbigniew Kundzewicz jest specjalistą w dziedzinie nauk o
Ziemi, kierownikiem Pracowni Klimatu i Zasobów Wodnych w Zakładzie
Badań Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu oraz ekspertem
Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu

Prof. Janusz Olejnik jest specjalistą w dziedzinie agrofizyki i
bioklimatologii. Kieruje Katedrą Agrometeorologii oraz Centrum
Odnawialnych Źródeł Energii na Wydziale Melioracji i Inżynierii
Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Jest koordynatorem
międzynarodowych klimatycznych programów badawczych w ramach VI
Programu Ramowego UE.

Prof. Piotr Tryjanowski specjalizuje się w ekologii i modelowaniu
matematycznym. Pracuje w Instytucie Biologii Środowiska na Wydziale
Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest ekspertem
Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu.

 

 

Rzeczpospolita

Może Ci się również spodoba