Ekologiczny przekręt supermarketów. Jak puścić klienta z torbami?

Jak jednocześnie zabrać Klientom coś kosztownego, co bardzo lubili, kazać im więcej płacić i jeszcze sprawić, żeby byli zadowoleni?

Jeśli myślisz, że to trudne pytanie, to nie nadajesz się do pracy w polskim supermarkecie.

Na pewno już wszyscy czytali o nowej polityce sieci handlowych, które chroniąc środowisko wycofują bezpłatne polietylenowe torebki. W zamian wprowadzają… płatne polietylenowe torebki.

Te płatne są grubsze i zawierają więcej polietylenu. Czy to szkodzi
środowisku? Niespecjalnie – grubsze torebki są nieco wytrzymalsze, więc
w rezultacie do środowiska trafia tyle samo polietylenu. Marketingowcy
z sieci handlowych mówią, że nowe torebki są lepiej biodegradowalne, bo
polietylen jest w nich wiązany skrobią która się rozkłada.


 

Nowe torebki zawierają też środki chemiczne przyspieszające rozkład
pod wpływem światła.W rezultacie zamiast hałdy nieprzetworzonych
torebek mamy hałdę nieprzetworzonego proszku z tej samej substancji,
która rozkładać się będzie równie długo.

Niektórzy eksperci, np. profesor Maria Mucha z Politechniki Łódzkiej, twierdzą, że to nawet gorzej dla środowiska.
Proszek trudno segregować, dodatki powodują, że nowych toreb nie można
bezpiecznie spalać. Co więcej, aby zamieniły się w proszek nowe
"ekologiczne" torby muszą trafić do specjalnej kompostowni (torba z TESCO ze względu na specjalny dodatek nie nadaje się nawet do tego!).

Tymczasem stare torebki wystarczyło wrzucić do odpowiedniego pieca,
aby uzyskać dużo energii – palony polietylen to tylko węgiel i wodór –
przy spalaniu nie wydziela trujących substancji.

Proszek powstały z nowych torebek utrzymuje się na wodzie, utrudniając przenikanie tlenu i światła – to doskonała metoda na zabicie życia w rzekach
i jeziorach. Zebranie go jest oczywiście znacznie trudniejsze niż
wybieranie z wody zwykłych torebek.Stare torebki bez "ekologicznych"
dodatków można też było łatwo przerabiać na nowe – nawet do siedmiu
razy – na co zwracał uwagę m.in. Witold Przytocki
z Koalicji na rzecz Opakowań Ekologicznych. Wystarczyło tylko
zorganizowac ich zbieranie do odpowiednich pojemników – tak dzieje się
np. w Holandii gdzie ponownie przetwarza się aż 80% torebek polietylenowych.

Dlaczego więc sieci handlowe w tak dziwny sposób walczą o ekologię?
Przypomnijmy tą histeryczną akcję wycofywania torebek jednorazowych:
Pierwsza była "ekologiczna" IKEA. Po długim
przygotowywaniu klientów we wrześniu 2007 roku wycofała jednorazowe
torby, wprowadzając grubsze niebieskie worki w założeniu do
wielokrotnego użytku.

To śmieszne, bo akurat do IKEA mało kto chodzi na tyle często, żeby
pamiętać o zabieraniu specjalnej torby. W ogóle mało kto zwraca uwagę
na torby w sklepie meblowym, szafę i tak przewozi się w kartonie.

Zaraz potem, w październiku 2007 TESCO wymieniło darmowe jednorazowe
torebki na zamieniające się w pył po 2 latach (ale tylko w
kompostowni!) torby "ekologiczne". Ponieważ klienci
nie obrazili się za to na brytyjską sieć, również Carrefour zapałał
"Miłością do środowiska". Tak nazywała się akcja rozpoczęta 12 maja
2008 roku. W czerwcu torebek w Carrefour już nie było.

Mogliśmy odtąd kupić torby "ekologiczne" w cenach od 80 groszy do 14 złotych. Ten sam numer Carrefour wykonał już w 4 innych państwach: w Belgii, Francji, we Włoszech i na Tajwanie.

Wycofanie jednorazowych toreb foliowych ze sklepów to jeden z elementów, wpisujących się w strategię firmy Carrefour Polska.
Poprzez kampanię społeczną nie tylko chcemy nakłonić naszych klientów
do rezygnacji z jednorazowych, bezpłatnych toreb foliowych, ale również
kształtować odpowiednie postawy, uwrażliwić społeczeństwo na problem
ekologii – prezes Carrefour w Polsce,  Gilles Roudy przy pomocy
podobnych pięknych słów namówił do współpracy nawet Ministerstwo
Środowisko RP.

Oczywiście chodzi nie o
problem ekologii tylko o czystą ekonomię. Przed wszystkim sieci
handlowe oszczędzają na torebkach, które wcześniej dostawaliśmy w cenie
zakupów. Policzmy zyski przykładowej sieci: 

Jeden
klient bierze średnio 5 worków przy jednych zakupach.  Kasa obsługuje
średnio 25 klientów na godzinę. W jednej hali hipermarketu pracuje
około 30 kas przez 16 godzin dziennie przez 30 dni w miesiącu. Jeśli
sieć ma 50 hipermarketów, to wydawała miesięcznie 90 mln torebek!
Woreczek polietylenowy w zakupie przy takich ilościach kosztuje 2
grosze, więc nasza przykładowa sieć oszczędzi na wycofaniu torebek aż 1
800 000 złotych na miesiąc.

W skali roku to ponad 20 milionów złotych

Te pieniądze stanowią czysty zysk – wczesniej płaciliśmy za torebki w marży, ale ceny po zabraniu torebek nie spadły.

Kolejna sprawa to zysk, jaki generują torby "ekologiczne". Tesco podało, że w ciągu dwóch miesięcy sprzedało aż 2 miliony takich toreb.
Nawet jeśli zamawiali je w Polsce i mieli zwykłe ceny hurtowe, to torba
ekologiczna kosztowała market około 2 złotych za sztukę. Naiwni Klienci
kupowali je po 6 złotych. 4 miliony złotych zysku na jednym produkcie w
miesiącu to niezły wynik – zważywszy, ze wcześniej nikt nie miał
potrzeby takiego zakupu.

Tak będzie cały czas, bo powiedzmy
sobie szczerze, torebki będzie zabierać tylko część klientów, a z
obiecywanej wymiany zniszczonej torby na nową skorzysta zapewne jedynie
garstka emerytowanych księgowych. Nikt inny nie będzie miał czasu ani
motywacji, żeby wykłócać się o torbę i stać w kolejce do punktu informacyjnego w hipermarkecie.

Nie dziwi, że kolejne sieci chcą powtórzyć ten sukces komercyjny.
Zwłaszcza, że zamieniająca się w pył "ekotorba" w Chinach może
kosztować równowartość 30 groszy. Niektóre sieci wmawiają
dziennikarzom, że sprzedają torby bez marży – Rzeczpospolita uzyskała taką informację od Biedronki, Carrefour oraz Ikea.
To nie może być prawdą, bo polskie prawo zabrania sprzedaży bez zysku w
sklepach o powierzchni sprzedaży wyższej niż 400 metrów kwadratowych –
wynika to z przepisów o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Ale co tam, grunt to marketing, skoro handlowcy z hipermarketów są "ekologiczni" to mogą i sprzedawać "bez zysku" zarabiając na torbie nawet 400% marży.

To jeszcze nie wszystkie zyski sieci handlowej. Jeśli przedsiębiorca
prowadzi sklep o powierzchni handlowej powyżej 500 mkw. lub – zgodnie z
przepisami obowiązującymi od 7 lutego 2003 r. – sieć sklepów o łącznej
powierzchni handlowej powyżej 5000 mkw., podlega przepisom ustawy o odpadach.

Do
masy opakowań wprowadzonych na rynek wlicza się wówczas wszystkie
opakowania, w które pakowane są produkty w tych jednostkach.Dotyczy to
również torebek, które są umieszczone przy kasach i w które klient
pakuje kupione produkty. A za masę opakowań jest naliczany specjalny podatek zwany opłatą produktową. Teraz hipermarkety płaca więc mniejszą opłatę, z której dochód państwo miało przeznaczać na ekologię.


Dlaczego więc Minister Środowiska
dał się nabrać na piękne słówka handlowców? Bo są naprawdę piękne.
Nawet nasi koledzy z "Gazeta Trójmiasto" dali się nabrać, co skrzętnie
udokumentowali urzędnicy Ministerstwa w wydanej po publikacji Dziennika broszurze informacyjnej.

Co więc powinniśmy zrobić, żeby chronić środowisko i własną kieszeń?

1.    Nie kupować "ekologicznych toreb" – lepiej sprawić sobie wózeczek na kółkach albo torbę lnianą.

2.   Używać opakowań tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne.
Zgodnie z przepisami torebki sprzedawcy muszą nam wydawać tylko w
przypadku towarów sprzedawanych na wagę, np. sera żółtego, owoców czy
gwoździ. Opakowanie mam zapewnić doniesienie zakupionego towaru do domu
chroniąc go przed czynnikami zewnętrznymi. W rzeczywistości tylko wtedy
potrzebujemy tych wszystkich torebek.

3.  
Jeśli już mamy plastikową torebkę, i jest nam ona niepotrzebna, wrzućmy
ją do pojemnika na plastik. Istnieje niewielka szansa, że ktoś potem
będzie segregował te śmieci – choć jak wiadomo w Polsce większość zawartości tych pojemników trafia prosto na wysypisko.

 

Piotr Wrzosiński

Może Ci się również spodoba