Inżynieria genetyczna w rolnictwie

Żaden rolnik ani żaden działkowiec nie toleruje bioróżnorodności. Każdy producent rolny dąży do monokultury, a zatem aby na polu pszenicy rosła tylko i wyłącznie pszenica, a nie maki i chabry" – tak według prof. Tomasza Twardowskiego

– Prezesa Polskiej Federacji Biotechnologii (PFB) – wygląda obecnie
sprawa ładu w przyrodzie. Zdaniem Profesora do realizacji tego celu
rolnik stosuje chemię, która zanieczyszcza środowisko.

Prezes prof. Tomasz Twardowski w liście do abp. Józefa Życińskiego, który zabrał głos w sprawie GMO podkreśla:
"Wbrew popularnym opiniom tych, którzy określają się jako
odpowiedzialni uczeni, nie ma reproduktywnych, a przez to wiarygodnych
informacji o negatywnych efektach inżynierii genetycznej dla człowieka
lub środowiska.
Według prof. Twardowskiego, rolnictwo ekologiczne oraz żywność
"naturalna" jest bardzo kosztowna i mało wydajna, dlatego nie stanowi
racjonalnej alternatywy dla GMO.
Naukowiec podjął także temat otrzymywania nowych właściwości roślin i
zwierząt, które nie występowały wcześniej w przyrodzie. Zobrazował je
przykładem pszenżyta (czyli krzyżówki dwóch nie krzyżujących się w
środowisku naturalnym gatunków: pszenicy i żyta) oraz czarnych
tulipanów, których wyhodowanie było możliwe dzięki zastosowaniu
promieniotwórczości.
Prezes PFB przyznał, że nie ma stuprocentowej pewności, że GMO jest
bezpieczna, nie ma tez wiedzy o efektach jej stosowania za kilka
pokoleń. Jednak, jak zaznaczył, to dzięki postępom nauki i techniki
ludzie żyją długo, a jakość ich życia jest na wysokim poziomie.
Profesor jest przekonany, że rezygnując z innowacji zatrzymujemy się w
miejscu i rezygnujemy z poprawy warunków naszego wspólnego bytu.
"Warto i trzeba przeprowadzić bilans zysków i strat. Zgodnie ze zdrowym
rozsądkiem i zasadą przezorności rozumianą w naszym codziennym życiu.
Inżynieria genetyczna w rolnictwie (jak i w medycynie czy też
przemyśle), rozwija się intensywnie, z sukcesami i zyskami, dla tych,
którzy ją stosują. My również możemy zyskać na rozwoju biotechnologii"
– stwierdził w konkluzji prof. Twardowski.
Liczne dane jednoznacznie wykazujące pozytywne efekty, jak wyższe zyski
rolników, zmniejszenie ilości stosowanych herbicydów i pestycydów, a
przez to obniżenie skażenia środowiska; produkcja leków czy też
oczyszczanie środowiska naturalnego – to kwestie nie podlegające nawet
krytyce"
Profesor przypomniał, że badania nad efektami GMO dla człowieka i
środowiska prowadzone są od wielu lat przez Komisję Europejską,
Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) prowadzi ciągły nadzór,
a European Joint Research Center nadzoruje sieć laboratoriów
kontrolnych GMO. Zauważył, że pojedyncze, nie zweryfikowane
oświadczenia w mediach paradoksalnie zyskują znacznie większy rozgłos,
niż rzetelne analizy.
W opinii prof. Twardowskiego, do kosztów rezygnacji z nowoczesnej,
innowacyjnej technologii należy zaliczyć wartość towarów, które Polska
– kraj, który nie jest samowystarczalny żywnościowo – będzie musiała
importować. Naukowiec wyjaśnił, że pasze niezmodyfikowane są droższe,
dlatego produkty powstałe na podstawie tych pasz (jaja, kurczaki,
mleko, schab, wołowina) będą drożeć. Aby uniknąć wzrostu cen, te same
produkty można importować, zamiast produkować. Rodzi to absurdy,
ponieważ sprowadzane z zagranicy kurczaki są skarmione paszą
genetycznie zmodyfikowaną, a jednocześnie, jako produkt z importu,
droższe. Zapłacimy zatem więcej, a zarazem stracimy rynek zbytu i
miejsca pracy.
Profesor podał także przykład omacnicy prosowianki, która w 2006 roku
spowodowała w południowej Polsce straty rzędu 40 proc. "Zabiegi
agrotechniczne nie dają praktycznie żadnego efektu; co więcej kukurydza
zniszczona przez omacnicę jest dodatkowo zanieczyszczona mykotoksynami,
które są groźne dla ssaków, czyli także dla człowieka" – tłumaczył
ekspert. Jednocześnie zaznaczył, że genetycznie zmodyfikowana kukurydza
MON810, zawierająca białko Bt, zapewnia plony bez strat. Choć ziarno
siewne jest droższe, to rolnik ma zapewniony zysk, tymczasem kukurydza
GM jest uprawiana w naszym kraju w niewielkim zakresie.

PAP-Nauka w Polsce

Może Ci się również spodoba