Śmierdzący problem

holandiaZielone równiny płd Holandii ze spacerującymi po nich krowami i świniami tworzą idylliczny krajobraz. Ale…

        .   Krowi metan sposobem na globalne ocieplenie
        .   Nieekologiczna produkcja mięsa

jeśli spojrzeć na owe zwierzęta jako na źródło emisji gazów cieplarnianych, okaże się, że są to chodzące kominy fabryczne, wyrzucające w powietrze masy metanu.

Właśnie dlatego grupa rolników w Sterksel przeobraziła się w ekologów i w śmierdzącej, ale nieskazitelnie czystej fermie badawczej wciela w życie nowatorski pomysł. Gotują obornik pochodzący od ich trzech tysięcy świń, by pozyskać zawarty w nim metan, a potem używają go do produkowania energii dla lokalnej sieci elektrycznej.


Projekt Sterksel realizowany w świadomej ekologicznie Holandii to rzadki przykład raczkujących dopiero prób ograniczania emisji wielkich ilości gazów wytwarzanych przez zwierzęta hodowlane. Naukowcy twierdzą, że konieczne są znacznie bardziej intensywne działania, bo ludzie na całym świecie jedzą coraz więcej mięsa.

Pytanie, jak rozwiązać problem emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie, jest jednym z najważniejszych tematów omawianych w Poznaniu przez ministrów środowiska z 187 państw, dyskutujących o nowym traktacie dotyczącym walki z globalnym ociepleniem. Publikując w listopadzie najnowsze dane na ten temat, przedstawiciele Narodów Zjednoczonych ds. klimatu wymienili rolnictwo i transport jako dwa najbardziej "problematyczne" sektory.
– Ten obszar jest generalnie zaniedbany – mówi dr Rajendra Pachauri, szef uhonorowanego Nagrodą Nobla Międzyrządowego Panelu NZ ds. Zmian Klimatycznych. Jego zdaniem ludzie powinni jeść mniej mięsa, by ograniczać powodowane przez siebie emisje dwutlenku węgla.

Według szacunków biliony zwierząt hodowlanych na całym świecie wytwarzają 18 proc. emisji podnoszących temperaturę na Ziemi – więcej niż samochody, autobusy i samoloty. W przeciwieństwie do innych gałęzi przemysłu, jak produkcja cementu czy energetyka, które poddawane są ogromnej presji politycznej i regulacyjnej zmuszającej do dbania o środowisko, wielkie hodowle dopiero zaczynają stawać się obiektem uwagi, a politycy, rolnicy i naukowcy gorączkowo szukają dla nich rozwiązań.

Najnowocześniejsze propozycje obejmują takie projekty jak wspomniane "przechwytywanie metanu" oraz wymyślanie karm, dzięki którym krowom mniej będzie się odbijać metanem – a jest to gaz kumulujący ciepło 25 razy silniej niż dwutlenek węgla. Kalifornia już pracuje nad programem zachęcającym do wdrażania w fermach wieprzowych i drobiowych takich systemów jak ten w Sterksel.

Wśród innych propozycji są pomysły tak różne jak zachęcanie klientów, by jedli mniej mięsa czy obejmowanie wieprzowiny i wołowiny "podatkiem dla grzeszników". W przyszłym roku Szwecja zacznie umieszczać na etykietach produktów żywnościowych informację o tym, jak znaczne emisje powoduje zjedzenie steku w porównaniu z – powiedzmy – kurczakiem czy indykiem.

– Oczywiście, dla środowiska lepsze jest jedzenie fasoli niż wołowiny, ale jeśli ktoś chce zjeść wołowinę na Nowy Rok, będzie dzięki temu wiedział, którą powinien kupić – powiedział Claes Johansson, dyrektor ds. równowagi ekologicznej w szwedzkiej grupie rolnej Lantmannen.

Te nieśmiałe propozycje stanowią element ambitnej walki z czasem. W dużych krajach rozwijających się, takich jak Chiny, Indie czy Brazylia, spożycie czerwonego mięsa zwiększyło się w ciągu ostatniej dekady o 33 proc. Przypuszcza się, że od 2000 do 2050 r. wskaźnik ten wzrośnie na świecie dwukrotnie. Choć światowy spadek gospodarczy może chwilowo spowolnić wzrost apetytów na mięso, prawdopodobnie nie odwróci głębszej tendencji.

Spośród ponad dwóch tysięcy projektów ograniczania emisji wspieranych przez "zielony" system finansowania Narodów Zjednoczonych tylko 98 dotyczy rolnictwa. W przypadku mięsa nie ma standardowego systemu znakowania etykiet, istniejącego choćby w przypadku urządzeń elektrycznych czy ryb.

krowyNaukowcy wciąż usiłują opracować metodę, dzięki której można będzie wyprodukować niskoemisyjny kawałek bekonu czy hamburgera. Obecnie na każdym etapie produkcji mięsa powstają gazy cieplarniane.

Wiatry i nawóz zwierzęcy zawierają nie tylko metan, ale także podtlenek azotu, gaz jeszcze bardziej podnoszący temperaturę. A mięso wymaga energii do mrożenia podczas przewozu z fermy do sklepu, a stamtąd do domu.

Produkowanie mięsa w coraz gęściej zaludnionym świecie rodzi też konieczność tworzenia nowych pastwisk i zasiewania większych terenów importowanymi roślinami, zwłaszcza soją, zamiast korzystać z lokalnych łąk. To przyczynia się do wycinania lasów deszczowych, przede wszystkim w Ameryce Południowej, i pozbawia świat bezcennych "węglowych kloak", czyli wielkich obszarów porośniętych lasami i krzewami, które pochłaniają dwutlenek węgla.

– Nie jestem pewien, czy istniejący system hodowlany sprzyja środowisku – powiedział dr Pachauri. Ten trzeźwo myślący naukowiec uważa, że "najatrakcyjniejszym" krótkoterminowym rozwiązaniem byłoby po prostu "ograniczenie spożycia mięsa" przez wszystkich ludzi. Przyniosłoby to większe skutki niż przejście na napęd hybrydowy w samochodach.


Dziennik medyczny "Lancet" i takie grupy jak Rada Etyki Żywności w Wielkiej Brytanii popierają postulat jedzenia mniejszej ilości czerwonego mięsa. Zwracają przy tym uwagę, że ludzie Zachodu i tak jedzą go więcej, niż potrzebuje organizm.

Wytworzenie funta wołowiny powoduje 11 razy więcej emisji gazów cieplarnianych niż wyprodukowanie funta kurczaka i 100 razy więcej niż funta marchewki – twierdzi grupa Lantmannen.

Każda sugestia, by jeść mniej mięsa, może się jednak spotkać z oporem na świecie, gdzie kwitnie hodowla zwierząt. Producenci zakwestionowali szacunki ONZ dotyczące emisji w rolnictwie. Twierdzą, że dane są zawyżone, bo uwzględniają wylesienie Amazonii, które zdaniem brazylijskich producentów i tak by nastąpiło.

Naukowcy reprezentujący Narody Zjednoczone bronią swoich wyliczeń. Przy tak wysokim popycie na mięso "wyrzyna się lasy deszczowe" – mówi  Pierre Gerber, wyższy rangą urzędnik w sektorze wyżywienia i rolnictwa w ONZ. W ciągu ostatniej dekady powierzchnia upraw soi wzrosła w Brazylii dwukrotnie, przy czym ponad połowa plonów wykorzystywana jest do karmienia zwierząt.(…)

Szacunki dotyczące odsetka emisji rolnych w łącznych emisjach bardzo różnią się w zależności od kraju, ale w przypadku takich wielkich producentów mięsa, jak Brazylia, Australia czy nowa Zelandia wyraźnie przekraczają 50 proc.

Według Agencji Ochrony Środowiska w Stanach Zjednoczonych w 2006 r. na rolnictwo przypadało zaledwie 7,4 proc. emisji gazów cieplarnianych. Udział ten był tak niski, bo USA produkują wyjątkowo dużo gazów w innych dziedzinach, takich jak transport czy składowanie odpadów. Liczba ta nie obejmowała także spalania paliwa i wykorzystania ziemi.

Zamożne, świadome ekologicznie kraje o dużych sektorach hodowlanych – Holandia, Dania, Niemcy i Nowa Zelandia – zaczęły już eksperymentować z nowymi rozwiązaniami. W Danii zgodnie z prawem rolnicy umieszczają obecnie obornik pod ziemią, zamiast zostawiać go na wierzchu. Wzmacnia to efekt nawożenia, ogranicza nieprzyjemny zapach i zapobiega wydostawaniu się gazów.

Inni sugerują, by gazy powstające podczas produkcji rolnej objąć systemami handlu emisjami, które obecnie koncentrują się na przemyśle ciężkim. Fermy wytwarzające więcej gazów niż wynosi z góry ustalony limit musiałyby kupować od bardziej "zielonych" przedsiębiorstw prawo do większych zanieczyszczeń.

Nowa Zelandia ogłosiła niedawno, że do 2013 r. obejmie rolnictwo nowym systemem handlu emisjami. W tym celu rząd wydaje dziesiątki milionów dolarów na badania i takie projekty, jak hodowanie ras wytwarzających mniej gazów oraz wynajdywanie pasz, dzięki którym krowy będą mniej bekać metanem – mówi Philip Gurnsey z Ministerstwa Środowiska.

W projekcie wytwarzania elektryczności z gnoju w Sterksel odpadki produkowane przez tysiące świń łączone są z lokalnymi odpadami (przeterminowanym sokiem marchewkowym, okruszkami z fabryki ciastek) i wtłaczane do ogrzewanych zbiorników nazywanych "strawiaczami". Znajdujące się tam bakterie uwalniają naturalny gaz, który jest następnie spalany, zapewniając ogrzewanie i energię elektryczną.

25 proc. wytwarzanego prądu wykorzystuje się na fermie, a resztę sprzedaje lokalnemu dostawcy energii elektrycznej. Pozostała gnojówka stanowi idealny nawóz, pozwalający zmniejszyć wykorzystanie środków chemicznych, przy których produkcji uwalniana jest znaczna ilość dwutlenku węgla.

Dla fermy system ten okazał się bardzo korzystny. Dzięki zredukowaniu emisji dwutlenku węgla może sprzedawać nadwyżkę swych limitów na unijnym rynku. Zarabia pieniądze na elektryczności. I ma nawóz za darmo.

Poza tym w małym kraju, gdzie rolnicy mają obowiązek wywożenia gnoju, oszczędza rocznie 190 tysięcy dolarów na opłatach za jego usuniecie. John Horrevorts, koordynator projektu, którego rodzina od dawna hoduje świnie, mówi, że w Holandii powstały już dziesiątki takich ferm, choć koszty sprawiają, że dla małych gospodarstw system ten jest wciąż nieopłacalny. Toteż jedno z pytań dręczących zielonych farmerów brzmi: czy konsumenci zgodzą się płacić więcej za ekologiczne mięso? (…)

Elizabeth Rosenthal, The New York Time

 

Źródło: onet.pl

Może Ci się również spodoba