Certyfikat energetyczny to niewypał

Takiego bałaganu już dawno nie było. Sprzedający mieszkania zachodzą w
głowę: czy płacić grube pieniądze za sporządzenie świadectwa
energetycznego?

            .   Ile musimy płacić za ciepło 

Czy będzie go żądał notariusz, bank, biuro pośrednictwa? I gdzie szukać specjalisty, który przygotuje certyfikat?
Jak pisze "Polska Dziennik Łódzki" 1 stycznia weszła w życie unijna
dyrektywa, w myśl której każdy budynek, każde mieszkanie wprowadzane do
obrotu musi posiadać świadectwo opisujące zużycie energii i koszty
eksploatacji. W przypadku nowych lokali wszystko jest jasne – developer
musi nam sprzedać lokal z ważnym certyfikatem. Jeśli jednak zbywamy lub
kupujemy mieszkanie używane… wówczas pewne nie jest już nic.

Nowe przepisy dziennik przetestował na własnej skórze. Dziennikarze
wystawili na sprzedaż 42-metrowe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty,
na łódzkim Karolewie. "Zabawę" zaczęlii od poszukiwań odpowiedniego
specjalisty. I od razu zaczęły się schody.


Okazało się, że Ministerstwo Infrastruktury do dziś nie przetłumaczyło
na język polski stosownych norm, nie wybrało też programu
komputerowego, za pomocą którego byłyby sporządzane świadectwa. Nie
można więc było dokończyć szkoleń. Resort nie ustalił też jeszcze
terminu pierwszego państwowego egzaminu dla audytorów. W związku z tym,
w całym regionie nie ma ani jednego absolwenta z odpowiednimi
papierami.

Teoretycznie już dziś świadectwo mogą wystawić osoby z uprawnieniami
wykonawczo-projektowymi, m.in. specjaliści od ogrzewania, wentylacji,
klimatyzacji. Jednak w kilkunastu firmach dziennikarzom "Polski
Dziennika Łódzkiego" nie udało się znaleźć odpowiedniego fachowca.
Dopiero w łódzkim biurze Plus Art dostali numer komórki do
zaprzyjaźnionego specjalisty od ogrzewania. – Możemy się umówić
najwcześniej na luty, jestem zawalony robotą – zaznaczył mężczyzna. –
Będzie to kosztowało około 800 złotych plus VAT.

Trochę dużo. A poza tym mamy wątpliwości, czy świadectwo na pewno do
szczęścia jest potrzebne. Trzeba to sprawdzić. Na pierwszy ogień idą
biura obrotu nieruchomości.

– Hm, z tym jest pewien problem – oświadcza zakłopotany damski głos w
biurze "Sukces" w Łodzi. – Z tego co wiem, nie ma jeszcze rozporządzeń.
Mamy początek roku, na razie żaden notariusz nie zażądał od nas
certyfikatu. Proszę złożyć ofertę, zanim znajdzie się kupiec, na pewno
sprawa się wyjaśni.

Sprawdzamy dalej. Czy można podpisać umowę sprzedaży bez ważnego
certyfikatu? W łódzkiej kancelarii notarialnej Anny Bald usłyszeliśmy,
że świadectwo nie jest potrzebne do sporządzenia aktu, więc jeśli nie
wymaga go kupujący, to nie ma problemu.

Wygląda na to, że świadectwami nie warto zaprzątać sobie głowy, a tym
bardziej wydawać na nie pieniędzy. Zwłaszcza że specjaliści od rynku
nieruchomości nie przewidują szczególnego ich wpływu na ceny mieszkań –
pisze "Polska Dziennik Łódzki".

Może Ci się również spodoba