Donald Tusk: jesteśmy dużo bliżej porozumienia w/s. klimatu

Premier Donald Tusk ocenił w Brukseli, że kraje UE są bliżej porozumienia w sprawach klimatycznych. Nowe propozycje kompromisu mają paść w piątek rano. – Porozumienie w sprawie klimatu jest dużo bliżej. Wszyscy właściwie bez wyjątku uznali argumentację nowych krajów, tzn. że nie może być tak, że bogaci płacą mniej, a biedniejsi płacą więcej – powiedział premier dziennikarzom w Brukseli. – Kwestia realnych możliwości płacenia będzie bezdyskusyjnie brana pod uwagę. Nam zależy na tym, żeby to możliwie precyzyjnie zapisać w konkluzjach szczytu. I o to prawdopodobnie będzie jutro główny spór, czy główna debata – dodał Tusk. Zapewnił, że Polska na szczycie nie wystąpi w roli tzw. troublemakera, czyli kraju sprawiającego kłopoty. – Polska nie będzie państwem, które z wyrzutami sumienia przystąpi do ostatecznej tury rozmowy o zmianach klimatycznych – zaznaczył. Tusk podkreślił, że wiele państw UE ma różnego typu wątpliwości co do kwestii finansowania walki ze zmianami klimatycznymi. Dodał jednocześnie, że "największe kłopoty" w kontekście klimatycznym przewiduje z krajami spoza UE. Wymienił m.in. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie. Prezydent Lech Kaczyński zapewnił, że popiera rząd w "twardej postawie" w kwestii klimatu. Lech Kaczyński uznał, że jest 55% szans na to, że jeszcze przed Kopenhagą przywódcy unijni będą musieli spotkać się na dodatkowym szczycie. Nowe propozycje kompromisu w/s. klimatu – w piątek rano Pierwszy dzień szczytu Unii Europejskiej w Brukseli zakończył się bez porozumienia między biednymi i bogatymi krajami członkowskimi, jak podzielić koszty wsparcia rozwijających się krajów trzecich w walce ze zmianami klimatycznymi. Na piątek rano eksperci mają przygotować nowe propozycje kompromisu. – Jeszcze nie jesteśmy gotowi. Nowe propozycje na stół wyłożymy jutro rano – powiedział premier sprawującej unijne przewodnictwo Szwecji Fredrik Reinfeldt. Zapewnił, że jego ambicją jest przyjęcie w piątek przez szefów państw i rządów na szczycie mocnego mandatu UE na klimatyczną konferencję w Kopenhadze w grudniu br. Jednak wymaga to przezwyciężenia impasu w rozmowach między krajami UE o podziale kosztów wsparcia krajów rozwijających się w walce ze zmianami klimatycznymi. Skupione w koalicji pod wodzą Polski biedniejsze, nowe kraje UE zapowiadają, że nie poprą mandatu na konferencję w Kopenhadze, jeśli nie będzie w precyzyjny sposób ustalone, jakie obciążenia mają ponosić poszczególni członkowie UE w ramach walki ze zmianami klimatycznymi. Polska proponuje, by podstawą był udział w pomocy rozwojowej i zewnętrznych działaniach UE albo dochód narodowy brutto. Szwedzkie przewodnictwo dotąd nie odpowiedziało na ten postulat Polski i wspierających ją nowych krajów członkowskich. Polscy dyplomaci skarżyli się na szczycie na opór Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Danii i Holandii. Finansowe wsparcie krajów najbiedniejszych i rozwijających się jest konieczne, by w Kopenhadze doszło do globalnego porozumienia o redukcji emisji CO2 po roku 2012, kiedy wygaśnie protokół z Kioto. Potrzeby Komisja Europejska szacuje rocznie na 100 mld euro do roku 2020, co zostało potwierdzone w uzyskanym przez PAP projekcie wniosków końcowych. Według KE, wsparcie z pieniędzy publicznych powinno wynieść 22-50 mld euro, w tym unijna składka miałaby sięgnąć 2 do 15 mld – ile dokładnie, nie wiadomo, bo nie ma tego w projekcie. Jeśli chodzi o pomoc w latach 2010-2012, to Polska zgadza się tylko na dobrowolne składki, deklarując gotowość wydania 10 mln euro rocznie. W projekcie wniosków końcowych potrzeby są określone na 5-7 mld euro rocznie, w czym UE ma zadeklarować "sprawiedliwy udział, o ile inni kluczowi gracze są gotowi wziąć na siebie porównywalny wysiłek". Porozumienie komplikuje sprawa nadwyżek uprawnień do emisji pozostałych po obecnym okresie zobowiązań z Kioto. Polska chce utrzymać prawo do sprzedaży tych nadwyżek po roku 2012, bo stawka jest niebagatelna: chodzi o zezwolenia na ok. 500 mln ton CO2, które rząd w Warszawie mógłby za 2,5-3,5 mld euro sprzedać krajom przekraczającym swoje limity z Kioto. Kraje starej Unii, nie mające nadwyżek, są przeciwne ich utrzymaniu. W sprawie tej nie zdołali się porozumieć przed szczytem ministrowie środowiska "27". – Będziemy próbowali wyjechać z Brukseli z mocnym mandatem na Kopenhagę, by posunąć naprzód światowe negocjacje klimatyczne, które teraz stoją w miejscu – oświadczył Reinfeldt. (tbe) PAP

Może Ci się również spodoba