GMO jak ORMO

Choć w wielu krajach zachodnich widać odwrót od żywności modyfikowanej genetycznie, w Polsce liczba pól obsianych uprawami GM ciągle rośnie. I to wbrew prawu.

Pierwsze uprawy GM (żywności transgenicznej, czyli modyfikowanej genetycznie) pojawiły się 10 lat temu. Były to głównie: bawełna, kukurydza, rzepak i soja. Od 1996 r. wielkość areałów obsianych odmianami GM zwiększyła się z 2,8 mln ha do 90 mln ha w 2005 r. Na całym świecie uprawy GM prowadzi 20 krajów, z czego siedem to gospodarki o wysokich dochodach, a pozostałe 14 to kraje rozwijające się. Jedynym krajem UE, w którym wielkość upraw GM do celów handlowych osiąga znaczący poziom, jest Hiszpania.

Uprawa roślin modyfikowanych genetycznie może przynieść rolnikom korzyści ekonomiczne. Choć niektóre rośliny GM dają wyższe plony niż ich konwencjonalne odpowiedniki, korzyści te polegają głównie na cięciu kosztów związanych ze zwalczaniem chwastów, pracami polowymi, robocizną i pracą maszyn rolniczych. Kompensuje to wyższe nakłady na droższe nasiona GM i niewielki przyrost plonów. Słowem: pracę człowieka zastąpić ma odpowiednia manipulacja genetyczna w obrębie upraw, która uodporni je na niepożądane działania.

Soja w paragrafach

Rząd przyjął projekt ustawy „Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych”, która zastąpi tę z 22 czerwca 2001 r. Nowa ustawa przyznaje określonym organom państwowym zadania w zakresie organizmów genetycznie modyfikowanych: od rejestracji odmian roślin przez przestrzeganie przepisów prawnych po monitorowanie ogółu działań pod szyldem GMO. Ustawa dostosowuje przepisy prawa krajowego do unijnego oraz uwzględnia postanowienia Ramowego Stanowiska Polski dotyczącego organizmów genetycznie zmodyfikowanych, zaakceptowanego przez Radę Ministrów 7 marca 2006 r.

Koalicja „Polska wolna od GMO” uznaje tę ustawę za sprzeczną z Konstytucją RP oraz normami prawa międzynarodowego i zapowiada zaskarżenie jej przed Trybunałem w Strasburgu. – Ustawa narusza prawa obywateli RP w zakresie ochrony zdrowia, środowiska i własności osobistej – wymienia Paweł Połanecki, prezes Koalicji. Ustawa z 2001 r. mówi, że zamierzone uwolnienie GMO do środowiska to każde wprowadzenie GMO i jego kombinacji bez zabezpieczenia uniemożliwiającego kontakt ludzi i środowiska z tymi organizmami. Projektodawcy zmienili tę definicję, ograniczając pojęcie „uwolnienia GMO do środowiska” do „użycia w celach doświadczalnych”. Pomijają tym samym produkcję komercyjną. – Umożliwia to autorom projektu liberalizację wprowadzania upraw GM – mówi Paweł Połanecki.

Koalicja „Polska wolna od GMO” zarzuca nowej ustawie naruszenia konstytucji RP: art.: 39, 74, 86 oraz 64 oraz „zasady ostrożności”, zgodnie z którą, w celu ochrony swoich zasobów naturalnych, państwa powinny stosować daleko idącą ostrożność i w razie pojawienia się groźby poważnych lub nieodwracalnych szkód, natychmiast powinny przedsięwziąć środki zaradcze.

Marchewka z owłosionymi uszami

Art. 39 Konstytucji RP brzmi: „Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody”. – Nielegalne uprawy GM są zagrożeniem dla życia, bo to eksperyment, o którym nie jesteśmy informowani – przestrzega prof. Ewa Rembiałkowska, kierownik Zakładu Żywności Ekologicznej SGGW. Według niej w wyniku manipulacji genetycznej mogą powstać nowe, nieoczekiwane sekwencje DNA, a w rezultacie – nowe, nieznane białka. Mogą to być alergeny albo trucizny. – Na ludziach eksperymentów nie wolno przeprowadzać. Ale testowane substancje dodaje się do pasz. Pośrednio dostają się do organizmu człowieka – przestrzega prof. Rembiałkowska. – Część genu wtrąconego np. do soi GM utrzymuje się w organizmie latami, a potem jest dziedziczona – dodaje. U szczurów karmionych ziemniakami GM zauważono cysty na tarczycy, nie działał ani ten organ, ani detoksykacja wątroby. – My jesteśmy pierwszym pokoleniem spożywającym żywność GM, większe deformacje zdrowotne mogą dotknąć nasze prawnuki – prorokuje profesor Rembiałkowska.

Uprawy transgeniczne wprowadzone do środowiska to kolejna ektotoksyna (mocno toksyczny jad bakteryjny wydzielany na zewnątrz komórki, często dostający się do krwioobiegu osoby zakażonej i atakujący narządy wewnętrzne oraz ośrodkowy układ nerwowy), to żywy organizm, który będzie się w tym środowisku rozprzestrzeniał w sposób naturalny: przestrzennie i czasowo (na kolejne pokolenia). Przyroda to łańcuch zależności: wyrwanie lub wprowadzenie (jak w przypadku GMO) jednego ogniwa pociąga zagrożenia dla całości. Art. 74 Konstytucji mówi, że „Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom”. Punkt pierwszy precyzuje: „Ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych”. Równocześnie art. 86 stwierdza: „Każdy jest obowiązany do dbałości o stan środowiska i ponosi odpowiedzialność za spowodowane przez siebie jego pogorszenie”. Tymczasem według nowej ustawy na tego typu uprawy nie potrzebna jest już zgoda ministra środowiska, wystarczy powiadomienie o tym lokalnych organów administracji publicznej. Poza tym sankcje karne za nieautoryzowane użycie GMO będą zastąpione symbolicznymi karami pieniężnymi, niewspółmiernie niskimi w stosunku do zniszczeń, jakie uprawa GMO może wywołać. Te zapisy nie gwarantują kontroli nad uprawami GM, a ta przy wprowadzaniu upraw jest minimalna. – Nowa ustawa to wynik szczególnej determinacji rządu ulegającego naciskom lobbystów z branży związanej z GMO – prezes Koalicji Paweł Połanecki nie ma co do tego wątpliwości.

Huzia na rolnika

Zgodnie z art. 64 Konstytucji RP: „Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia. Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności”. Wprowadzenie zezwoleń na uprawy roślin GM w otwartym środowisku ogranicza prawo własności producentów rolnych i właścicieli gruntów
ziemskich położonych w sąsiedztwie tych upraw. – Ustawa może doprowadzić do całkowitej eliminacji produkcji żywności wolnej od GMO, bo GMO będzie rozprzestrzeniać się na uprawy tradycyjne. Poza tym żywność GM będzie zbyt konkurencyjna cenowo wobec konwencjonalnej, czy tym bardziej ekologicznej, w efekcie czego ich producenci upadną. (…) Za kilkanaście lat nie będzie rolnictwa ekologicznego, bo nie uniesiemy tych wszystkich kontroli i badań – mówi Urszula Wyrwicka, rolniczka ekologiczna z Mazowsza. – Pod wpływem sąsiedztwa z uprawami GM nasza żywność będzie zawierała niedozwolone substancje, które nie zatrzymają się na miedzy. Wtedy stracimy certyfikat i sami będziemy musieli uprawiać żywność transgeniczną – dodaje.

Najnowsze badania naukowe wykluczają możliwość koegzystencji upraw konwencjonalnych i GMO bez szkodliwych skutków środowiskowych i zdrowotnych, spowodowanych niekontrolowanym przenikaniem GMO do biosfery i łańcucha żywieniowego. Zwolennicy uprawy GM mówią: – wprowadzimy bufory: 10 m „miedzy” od upraw konwencjonalnych i ekologicznych. Ale pyłek przeniesie się i 20 m dalej, tym bardziej że polskie gospodarstwa są małe.

Ustawa przewiduje, że ziarno rośliny uprawianej metodami ekologicznymi może zawierać 0,9 proc. zanieczyszczenia ziarnem transgenicznym. – To nierealne! – mówi prof. Rembiałkowska. – W USA to skażenie wynosi 80 proc. Polski rolnik w końcu splajtuje, bo nie będzie „trzymał normy”, nierealnej zresztą – przestrzega.

Rząd zachowuje się schizofrenicznie: chce, by Polska była krajem wolnym od GMO, jednocześnie zgadza się na komercyjną uprawę roślin transgenicznych, bo chce być w zgodzie z przepisami UE. Tymczasem sześć krajów Wspólnoty wycofało się z produkcji GMO, bo poważnie traktuje „zasadę ostrożności”. Kraje te wybroniły się przed Radą Europy i nie zapłaciły żadnych kar, których tak obawiają się polskie władze. Nie można być krajem „tylko trochę” wolnym od GMO, tak jak nie można być „tylko trochę” w ciąży.

MONIKA ODROBIŃSKA

W ub. r. 14 mln rolników uprawiało rośliny genetycznie modyfikowane na powierzchni 134 mln ha. Rośliny te uprawiano w 25 krajach świata. W porównaniu z rokiem 2008 nastąpił siedmioprocentowy wzrost.

W poprzednim roku Międzynarodowy Instytut Propagowania Upraw Biotechnologicznych ISAAA zapowiedział ponowną falę wzrostu areału upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych. Prognozy sprawdziły się – powierzchnia upraw i liczba rolników uprawiających rośliny transgeniczne wzrosła o 7 proc. w skali świata.

źródło: Eurogospodarka

Może Ci się również spodoba