Gotowanie na ekranie

Chociaż podobno Pan Bóg stworzył jedzenie, a diabeł kucharzy, programy o gotowaniu pojawiają się nawet w telewizji Trwam. Dzięki kanałowi Kuchnia.

Tv już niemal przez całą dobę można pożerać wzrokiem zawsze udane i świetnie przyrządzone smakołyki z całego świata, które specjalnie dla nas przygotowują apetyczni (często nawet bardziej niż same potrawy) mistrzowie i mistrzynie patelni.

Bo kiedy gotowanie urasta do rangi sztuki, a znajomość pewnych smaków staje się przepustką do świata ludzi wrażliwych, wykształconych i wyrafinowanych, nie wypada nie znać słów takich jak "carpaccio", "ratatouille" czy "kurkuma".

Gdzie kucharek sześć…

Ostatnie badania przeprowadzone przez amerykańskich uczonych potwierdziły, że podczas oglądania telewizji jemy więcej. A im bardziej jakiś program nam się podoba, tym trudniej zachować zdrowy umiar w konsumpcji. Chociaż to ostatnie spostrzeżenie wydaje się cokolwiek wątpliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę np. liczbę paczek chipsów zjedzonych przez piłkarskich kibiców oglądających mecz, który ich drużyna przegrywa z kretesem, i porównamy ją z liczbą paczek chipsów zjedzonych przez nich podczas meczu zwycięskiego, w przypadku programów kulinarnych jego prawdziwość jest bezdyskusyjna.

Bo przecież siekanie, ucieranie, smażenie i pieczenie to teraz prawdziwy spektakl, a telewizyjni kucharze, którzy często są tylko zdolnymi amatorami, szybko stają się bohaterami masowej wyobraźni. Podróżują po całym świecie, przygotowują potrawy na szczytach gór i na dachach wieżowców, na kameralne kolacyjki zapraszają aktorów i piosenkarki, rywalizują ze sobą w teleturniejach i w reality show, a tabloidy opisują szczegóły ich prywatnego życia. Trudno się dziwić, że w czasie oglądania "Wielkiej włoskiej wyprawy Jamiego Olivera" czy choćby rodzimych "Podróży kulinarnych Roberta Makłowicza" widzom nie tylko cieknie ślinka, ale też zżera ich zwykła zazdrość.

Pochodzący z Wielkiej Brytanii błękitnooki Jamie nie dość, że jest kucharzem obdarzonym nieprzeciętnym talentem i pasją, takim wiecznym chłopcem, spontanicznym i bezpretensjonalnym, to – nie da się ukryć – ma chłopak głowę do interesów. Jego polski odpowiednik, występujący w TVN Pascal Brodnicki, posiadacz francuskiego akcentu i sympatycznego psa Kluska, na tle swojego angielskiego pierwowzoru wypada jeszcze dość blado, chociaż ma już spore grono wiernych wielbicieli.

Braku wyrazistości na pewno nie można za to zarzucić Robertowi Makłowiczowi, kucharzowi-gawędziarzowi, którego nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Bezkonkurencyjny mistrz porównań historyczno-politycznych, który przyrządza ciasto "kruche jak pokój na Bliskim Wschodzie", sos gęstniejący w garnku "jak atmosfera wokół dworu angielskiego", czy galaretkę "stojącą twardo jak nasi pod Kircholmem", chociaż nie sieka cebuli jak profesjonalista, oblizuje palce i czasem poplami obrus, ze swoimi patelniami był już chyba w każdym zakątku świata.

Bo najważniejsze jest znalezienie swojego miejsca w telewizyjnej kuchni – a że jest go całkiem sporo, można się przekonać, oglądając skrupulatną i cierpliwą Delię Smith wyjmującą z piekarnika kruchy placek z rabarbarem, zwariowanych "Kudłaczy na motorach" przyrządzających burgery z zebry czy przekomarzającą się "Parę w kuchni", czyli rodzeństwo warszawskich restauratorów Agnieszkę i Marcina Kręglickich. Oczywiście świat ten ma pewne granice (o czym wiedzą osoby oglądające telewizję śniadaniową, w której amatorskie smażenie cebuli przez gwiazdy ekranu zaczyna się o godzinie szóstej rano) i oczywiście ma też hierarchię.

Idealna gospodyni kontra kulinarna bogini

W programie Kuchni.tv króluje Martha Stewart – słynna Amerykanka polskiego pochodzenia, perfekcyjna pani domu, która nigdy nie przypali obiadu, fachowo poskłada pranie, urządzi idealne przyjęcie i wydzierga na drutach zimową garderobę dla całej rodziny. A w wolnej chwili sprzeda trochę akcji na dzień przed krachem giełdowym i nawet jeśli trafi za to na kilka miesięcy do więzienia, wyjdzie stamtąd w jeszcze lepszej formie.

Martha budzi w widzach wyjątkowo skrajne emocje. Jako wzorowa gospodyni ma oczywiście dobrą radę na każdą okazję i z dobrotliwym uśmiechem na twarzy cierpliwie wyjaśnia zgromadzonej w studiu publiczności i widzom przed telewizorami, jak najlepiej wywabiać plamy z obrusów i serwet, albo dla odmiany zdradza sekretny sposób na odtłuszczenie rosołu. Stojąc przy "kuchennym stole", który stanowi znaczący element scenografii, wyznaje mimochodem, że jednym z jej ulubionych zajęć jest sprzątanie po przyjęciach, że nosi sztuczną biżuterię i codziennie płacze, żeby się wewnętrznie oczyścić.

Widz zainteresowany wyłącznie gotowaniem musi się uzbroić w anielską cierpliwość, bo Martha zaprasza też do studia gwiazdy. W czasie pogaduszek o życiu potrafi zwrócić uwagę, że gość ma np. (o zgrozo!) pomiętą koszulę. Wtedy oczywiście wyjmuje żelazko, deskę do prasowania i w mig doprowadza jego garderobę do porządku. A że gwiazda musi czasem zaśpiewać – na jedzenie trzeba czekać i czekać. Ktoś, kogo irytują chodzące ideały życzliwie dzielące się z otoczeniem swoimi doświadczeniami i mądrością życiową, szybko Marthę porzuci. Szczególnie, jeśli na TVN Style trafi akurat na zmysłowo oblizującą palce i rzucającą powłóczyste spojrzenia Nigellę Lawson, nie bez powodu nazywaną "kulinarną boginią".

Ciemnowłosa Nigella potrafi owinąć sobie zgłodniałych widzów dookoła palca, tak jak wokół widelca owija długi makaron. Maksimum efektu przy minimum wysiłku. Widać, że gotowanie i jedzenie sprawiają jej wyjątkową przyjemność. Preferuje dania proste i efektowne, przekonuje, że nie należy bać się tłuszczu, a masło świetnie działa na cerę. Daje rozgrzeszenie łasuchom wędrującym nocą do lodówki, zmęczonym gospodyniom domowym, które używają półproduktów, i kuchennym bałaganiarzom. Sałatkę wymiesza rękami, zioła posieka przy użyciu nożyczek, a krem do ciastek przyrządzi z roztopionych batoników. Potem się uśmiechnie, obliże palce, rozkosznie zamruczy i widzowie płci obojga już biegną do księgarni po napisane przez nią poradniki kulinarne. Nigella sprzedała już ponad 2 mln książek, chociaż niektórzy wciąż marudzą, że nie zachowuje elementarnych zasad higieny, bez umiaru wdzięczy się do kamery, jakby zapomniała, że ma już prawie pięćdziesiąt lat, do tego gotuje potrawy niezdrowe i niesmaczne, a jej przepisy są nieudolnymi zlepkami pomysłów innych kucharzy.

Przez żołądek do serca

I chociaż dyskusja trwa, rośnie nie tylko oglądalność programów o gotowaniu, ale też sprzedaż książek, które telewizyjni kucharze piszą i wydają niemal w takim tempie, w jakim Barbara Cartland produkowała kolejne romanse.

A że podobno nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia? Cóż. Pozostaje życzyć smacznego. A osobom odchudzającym się polecam odnalezienie w programie telewizyjnym relacji z zawodów jedzenia na czas puddingu czekoladowego. 

autor: Anna Błaszkiewicz

Może Ci się również spodoba