Ile kosztuje bycie eko

Nie, nie zamierzam mieszkać w tipi i wygrzebywać korzonków spod śniegu. Żadnej ekstremy. Chcę utrzymać obecny standard życia, ale mniej zatruwać i zużywać. No i kupować to, co nie szkodzi. Mnie, ludziom, zwierzętom i planecie. Czyli co? I za ile?

Dlaczego ktoś nagle przestawia życiową zwrotnicę? Zmienia priorytety, poglądy i nawyki? Najlepiej widać to po diecie. Kiedyś jej radykalna zmiana wymagała wstrząsu. Zwykle był to zawał, złe wyniki badań czy przewlekła choroba. Teraz wystarczy zapisać się na jogę, zostać kurierem rowerowym czy obejrzeć film o przemysłowej produkcji wędlin. Nasze babcie w trosce o zdrowie przerzucały się ze smażonego na gotowane, bo tylko tyle mogły. Dziś, zwłaszcza w dużych miastach, żywność awansowała do roli wyznacznika życiowej filozofii.

Choć wciąż u nas nieliczni (3 proc. populacji) – w niektórych kręgach wegetarianie stali się wręcz powszechni. Weganie, a zwłaszcza frutarianie i witarianie są jeszcze bardziej wybredni (ekstremiści nie uznają żywności podgrzanej lub jedzą tylko to, co samo spadnie z drzewa). Wszyscy oni mają już swoje gazetki, książki i strony WWW. Mają swoich bogów i swoich wrogów. A czy mają rację?

Pewnie tak. Ci, których znam, wyglądają zdrowo i chyba są zdrowi, skoro – jak twierdzą – nawet się nie przeziębiają. Są szczupli, pogodni i pewni swego. Tak jakby bardziej szczęśliwi. Choćby Andrés ukrywający bezrobocie pod płaszczykiem „działalności artystycznej, filozoficznej i ezoterycznej”. Czy Damian wyrabiający „oryginalną biżuterię indiańską”. Czy w końcu Kasia będąca – co nietypowe – kadrową w wielkim koncernie. Są wyedukowani i myślą globalnie. Ponieważ wielu ma radykalne poglądy i raczej niewiele pieniędzy, uważnie patrzą, co kupują. Postanowiłem wziąć z nich przykład.

Chcąc żyć eko, musiałem zacząć od zmiany diety (większość Polaków utożsamia zdrowe odżywianie z… trzema posiłkami dziennie). Ale na jaką? – pytam znajomych. „Bezmięsną, bo szkoda zwierząt, bo żyją w ścisku, bo jedzą masę roślin i wytwarzają jeszcze więcej gazów cieplarnianych”. Czym zastąpić mięso? „Kaszą, warzywami i owocami”. Skąd? „Stąd, z tej strefy klimatycznej”. A cytrusy? „Są z innej bajki, płyną przez ocean statkiem, a ten zużywa morze ropy”

Okazuje się, że to, co służy człowiekowi, nie zawsze służy środowisku. I że tak naprawdę niełatwo jest stwierdzić, co jest eko, a co nie. Kiedy oświecono mnie, że nawet kupując artykuły pierwszej potrzeby, muszę uwzględniać nawozy, konserwanty, pestycydy, ślad węglowy, GMO i sprawiedliwy handel, jęknąłem i poprosiłem o adres sprawdzonego sklepu z ekologiczną żywnością.

Jedzenie: +146 proc.

Kto dotąd nie był w takim sklepie (w Polsce jest ich około 300), zdziwi się potrójnie – najpierw widokiem owoców (w supermarkecie tak drobnych i zwiędłych nie wziąłby do ręki żaden szanujący się emeryt), potem mnogością egzotycznych artykułów (jak np. gomasio ze spiruliną), a na koniec cenami. Wiedziałem, że zdrowe kosztuje, ale nie sądziłem, że aż tyle. Zwłaszcza że byłem ponoć w najtańszym sklepie w Warszawie. A jednak przy kasie doznałem wstrząsu i pojąłem, dlaczego moi ekoznajomi jedzą mniej. Ponad 200 zł za koszyk dość podstawowych artykułów? 4,5 zł za kilogram smutnych jabłek? 17 za paczkę niemieckiej herbaty?

Na wszelki wypadek odwiedziłem dwa inne sklepy i stwierdziłem, że faktycznie – pierwszy był najtańszy. Potem, w osiedlowym sklepiku kupiłem zwykłą herbatę, jabłka, jogurt itp. Porównałem ceny i… Wszystkie ekoartykuły okazały się droższe, nierzadko dwukrotnie. Przyczyna? Wyższa jakość, niższa wydajność, mniejsza trwałość i niewielu dostawców. W okolicach Warszawy jest np. tylko trzech producentów ekojabłek.

– W Polsce nie ma giełdy ekologicznych owoców i warzyw – mówi Witold Płóciennik ze sklepu Trawa. – Najbliższa? W Berlinie. Koszty transportu podbijają cenę.

– Artykuły spożywcze są u mnie droższe, ale też zdrowsze. A więc pozwalają oszczędzić na lekarzach i medykamentach – zapewnia Agnieszka Olędzka, właścicielka sklepu Żółty Cesarz.

– Na szczęście można taniej. Chodząc na bazarki i kupując od rolników. Albo nawet do supermarketów, gdy się wie, czego szukać – pociesza Weronika Paszewska z grupy eFTe szerzącej zasady świadomej konsumpcji.

Z najtańszego ekosklepu wyszedłem lżejszy o 238 zł, cięższy o dwie nieduże reklamówki i bogatszy o wiedzę, że to, co tanie i zdrowe, rzadko chodzi w parze. Nie sądziłem, że mój pierwszy krok na nowej drodze życia okaże się tak kosztowny. Czy następne będą tańsze?

Ubranie i obuwie: +15 proc.

Myślałem, że ekstrawydatki na jedzenie można sobie odbić na ubraniu. Np. zmieniać je rzadziej i kupować taniej – w lumpeksach. Albo wymieniać na organizowanych wśród znajomych „ciuchowiskach”.

Sądziłem, że zieloni korzystają z mody na znoszone i używane lub wręcz kontestują modę, bo ta zmienia się szybciej, niż zużywa ubranie (jest więc potężnym generatorem śmieci). I rzeczywiście. Tyle że tak postępują głównie emeryci.

Bo jednak przybywa tych, którzy będąc eko, chcą wyglądać modnie, a nie biednie. Przemysł odzieżowy już ich dostrzegł i pospieszył z odsieczą. Powstają firmy, które żyją z mody na ekociuchy. Niektóre – mówiąc kolokwialnie – poszły na całość. Choćby Organic Positive, polski dystrybutor – że zacytuję – „najbardziej progresywnie etycznej odzieży na Ziemi”. Co oznacza, że taką odzież (bez nadruków ze szkodliwych farb) wyprodukowano z ekologicznej bawełny (a więc nieznającej nawozów sztucznych i pestycydów), wykorzystując jedynie energię odnawialną (słońce i wiatr, a ściślej – prąd z 30 turbin wiatrowych) oraz wodę z deszczy monsunowych. Za to nie wykorzystując dzieci przymuszanych do pracy, np. w Uzbekistanie (Clean Cotton Campaign).

Tak powstałe koszulki i dżinsy lądują w biodegradowalnej torbie PVC-free, torba w pudle kartonowym (pochodzącym z odzysku), karton w kontenerze, a kontener na statku (dewiza No Airfright), bo statek pali jednak mniej niż samolot. W efekcie odzież określana jako EarthPositive pozostawia dziesięciokrotnie mniejszy ślad węglowy (sumaryczna ilość gazów cieplarnianych) niż to, co mamy na sobie. A kosztuje? Zważywszy na wszystkie te obostrzenia – niewiele. W internecie taki bawełniany T-shirt można kupić już za 40 zł, czyli o 5 zł drożej niż zwykły. Ale warto dorzucić kolejną pięciozłotówkę, by mieć – choć trudno w to uwierzyć – coś jeszcze bardziej ekologicznego. Odzież bambusową! Bambus obywa się bez chemii (ma antybakteryjne właściwości), podlewania (tam, gdzie rośnie, wystarczy mu deszczówka), a mimo to rośnie jak oszalały (ponad 30 cm na dobę). Uszyty z niego T-Shirt Bamboo brytyjskiej firmy Continental Clothing kosztuje 45 zł. Całkiem chyba znośnie jak na taką ekoegzotykę…

Ja jednak postawiłem na swojskie klimaty. Wystarczyła godzina spędzona na stronie www.lniane.pl, bym cały przyodział się w polski len: bokserki, skarpetki, spodnie, koszula i marynarka, jakich pewnie nie powstydziłby się Olivier Janiak – najlepiej ubrany mężczyzna według „Fashion Magazine” – a wszystko to za rozsądne 446,59 zł. Równie gustowny, tyle że konwencjonalny zestaw z oferty sklepu Bon Prix wyniósłby wprawdzie tylko 356,97 zł (różnica – 25 proc.), lecz chyba nie gwarantowałby tak dobrego samo- czy raczej ekopoczucia.

A co z obuwiem? Przyznam, że pierwsze, co przyszło mi na myśl, to wiklinowe łapcie, jakie kiedyś nosiło się na Polesiu. Na forum ekologów wyczytałem jednak, że najbardziej pożądane są ciężkie brytyjskie paramilitarne „wege-glany” (skóra ekologiczna, zelówka z recyklingu) kosztujące 444 zł. Niby drogo, ale tylko o 25 zł więcej (+6 proc.) niż podobne – tyle że skórzane – martensy.

Jako dziennikarz powinienem może kupić tajwańskie buty z papieru gazetowego (ciekawe, jak zniosłyby nasze roztopy), wolałem jednak coś bardziej swojskiego. W internecie dostrzegłem „buty OWM-01, typu pantofel w kolorze czarnym ze skóry ekologicznej” za 53,70 zł. Tanie i chyba wytrzymałe, skoro używa ich ponoć ochrona w supermarketach. Zobaczymy.

Więcej na: wyborcza.biz
Artur Włodarski

Może Ci się również spodoba

Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji tutaj . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Tutaj znajdziesz treść naszej nowej polityki a tutaj więcej informacji o Rodo