Komu służy transgeniczna żywność?!

gmoKorporacje biotechnologiczne: Monsanto, Syngenta, DuPont-Pioneer, Basf, Dow, Bayer kontrolują rynek…

   Europejczycy nie chcą klonowanej żywności!
  

Nie będzie zakazu dla GMO

zwykłych nasion przemysłowych i za pomocą patentów na GMO sprawują kontrolę nad całym rynkiem nasion, a w rezultacie – żywności. Koncerny zatrudniając świetnych prawników, zajmują się też wykrywaniem zatrutych upraw i pobieraniem  kar za naruszenie własności intelektualnej.W samych tylko Stanach Zjednoczonych  za „bezprawne wykorzystanie patentu” wyegzekwowano niedawno od rolników ponad 21 mln dolarów.


Vía Campesina to organizacja zrzeszająca 149 organizacji rolniczych z 56 krajów świata. Według jej przedstawicieli GMO to oferta dla rolniczych gigantów.  Dla drobnych gospodarstw oznacza ona eliminację z produkcji, zwłaszcza jeśli stawiają na uprawę ekologiczną. Nie tylko dlatego, że nie stać ich na coroczne kupowanie nasion, ale też z uwagi na zatrucie ich roślin. Chodzi o to, że współistnienie upraw GMO i normalnych jest niemożliwe.

Rozwój GMO nie zlikwiduje zjawiska głodu na świecie

Zwolennicy GMO promują pogląd, że żywność transgeniczna powstaje także po to by pokonać  głód. Ich argumenty nie mają swojego źródła w prawdzie, gdyż  klęski głodu nie wynikają z  technologii, lecz głównie z wojen i złej polityki.

Niektórzy żartują, że  obywatel tzw. Zachodu, to jednostka przeznaczona do utylizacji nadwyżki żywności. Wg FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa  utworzona z inicjatywy 44 państw koalicji antyhitlerowskiej uczestniczących w konferencji poświęconej problemom rolnictwa i wyżywienia w 1943 r.) nadwyżka żywności wystarczyłaby dla wyżywienia 11 mld głodujących.

Bank Światowy (skądinąd współodpowiedzialny za zapaść afrykańskiego rolnictwa)  krytykuje wadliwą politykę reform strukturalnych i cięć w wydatkach państwa i w nich szuka przyczyn powstawania głodu.

Państwa wysokorozwinięte uspokajają sumienie świata, wysyłając pomoc humanitarną dla ludności dotkniętej klęską głodu. Często pomoc ta przechwytywana jest przez oddziały zbrojne i grupy przestępcze, kontrolujące dany teren. Nawet jeśli żywność dotrze do głodnych, to nie rozwiąże problemów, w których głód miał swoje źródło.

FAO ogłosiła w najnowszym raporcie, że na świecie głodują 963 mln ludzi. Według danych  z raportu od 2007 roku liczba głodujących wzrosła o 40 mln, a od lat 2003-2005 – o 115 mln. FAO ostrzega, że sytuacja może jeszcze bardziej się pogorszyć w związku z obecnym międzynarodowym kryzysem finansowym i gospodarczym. Najgorzej jest w krajach Afryki, leżących na południe od Sahary. Z powodu głodu cierpi tam co trzecia osoba – ogółem 236 milionów. Jak widać głód na świecie rośnie wraz z rozwojem GMO.

Zwalczanie niebezpieczeństw przy użyciu innych ryzykownych środków

Żyjemy w epoce eksperymentów, nad którymi społeczeństwo nie ma bezpośredniej kontroli, a których konsekwencji nie da się przewidzieć, a tym bardziej zrekompensować w momencie, gdy destrukcji ulegnie klimat czy organizmy żywe. W przypadku GMO wiele mówi się o strefach ochronnych i odszkodowaniach za skażenie tradycyjnych upraw. Ale maleńki pyłek może przebyć nawet kilkaset kilometrów.

Bywało w historii świata, że jedno niebezpieczeństwo było „naprawiane” przy pomocy innego równie niebezpiecznego posunięcia. Przy dzisiejszych możliwościach technologicznych nieodpowiedzialne decyzje mogą mieć jednak nieodwracalne konsekwencje. Na przykład zamiast zwalczać źródła zmian klimatu, koncerny biotechnologiczne inwestują w badania nad nowymi „odpornymi na zmiany klimatu” uprawami, rosnącymi nawet na glebach zasolonych przez powodzie. Po cichu liczą przyszłe zyski, czekając na rozwój tego co złe dla Ziemi.

Władze państw i przedstawiciele instytutów badawczych często sami stwarzają źródła  ryzyka. Podejmując działania i decyzje nie biorą odpowiedzialności za skutki, lecz odsuwają je w bliżej nieznaną przyszłość. Przykłady tego rodzaju można chociażby mnożyć na podstawie tego co dzieje się w Ameryce Łacińskiej. Zgodnie z meksykańskim prawem koncerny mają decydujący wpływ na podejście do problemu zanieczyszczeniem upraw. Sporne kwestie mogą rozstrzygać na swoją korzyść. Zdarza się, że na meksykańskie talerze trafiają rośliny, które Stany Zjednoczone wykorzystują tylko do pasz.

Kraje Ameryki Środkowej od tysięcy  lat uprawiają kukurydzę, jest ona podstawą wyżywienia, kultury, a nawet ma związek z wiarą w siły wyższe. Kiedy  wystąpił kryzys związany z gwałtowną podwyżką cen kukurydzy rząd Meksyku zalecał, aby bezzwłocznie obsiać wszystkie ziemie kukurydzą GMO. Była to ordynarna próba wykorzystania sytuacji. Wydajność można  podnieść tradycyjnymi środkami, a za wzrostem cen nie stał brak kukurydzy, lecz spekulacja nią na giełdzie.

85 %  producentów kukurydzy w Meksyku jest przeciwnych GMO. Ci, którzy zdecydowali się na pilotażowe uprawy popadli w długi ponieważ zbiory okazały się mniejsze niż obiecywano. Obecnie na własną rękę starają się magazynować nasiona rodzimych odmian. Lecz część z nich jest już zanieczyszczona. W Stanach Zjednoczonych aż w 90 procentach zwykłych upraw wykrywa się mutacje.

W Hiszpanii, będącej europejskim liderem w produkcji GMO  25 lat temu  setki ludzi zmarło po spożyciu będącego efektem manipulacji genetycznych oleju rzepakowego. Olej ten był  badany  na szczurach i nie wykazywał toksycznych właściwości.  Obecnie stosowane procedury testowania genetycznie zmienionej żywności, włączając w to testy na gryzoniach, nie dowodzą jej bezpieczeństwa dla ludzkości.

Notuje się przypadki alergii spowodowanych obecnością w żywności modyfikowanej obcych protein. Wśród dorosłych blisko 2 proc. populacji, a wśród dzieci 5 proc. cierpi na alergie wywołane przez żywność. Większość alergenów pochodzących z żywności to białka.

Największe obiekcje dotyczą ewentualnego przeniesienia nowego genu przez system trawienny i spowodowanie jego ekspresji w obcym układzie. Skutki tego mogą doprowadzić do uodpornienia organizmu na antybiotyki, co w konsekwencji może prowadzić nawet do śmierci.

"Nie wszystko złoto co się świeci"

Pożywienie GMO swym świeżym i dorodnym wyglądem często prowadza w błąd konsumentów. Okazały, smakowicie wyglądający owoc może  w rzeczywistości  mieć kilka tygodni oraz niewielką wartość odżywczą. Może za to zawierać toksyczne substancje, których spożycie zwiększy ryzyko zachorowania na nowotwór.

 

Źródło: ekologia.pl

 

Może Ci się również spodoba