Rolnicy korzystają


Wejście do Unii to także pomoc dla polskiej wsi i rolnictwa – przecież połowa budżetu UE przeznaczona jest na wspólną politykę rolną. Nie można na polskie rolnictwo patrzeć tylko przez pryzmat dopłat bezpośrednich, których wysokość została i tak dosyć dobrze ustalona w Kopenhadze: 55 proc. w pierwszym roku członkostwa, 60 proc. w następnym, a w trzecim 65 proc.
Rzeczywistym problemem wsi jest rozdrobnienie gospodarstw, brak specjalizacji produkcji i ukryte bezrobocie. Są to sprawy, z którymi musielibyśmy poradzić sobie nawet nie idąc do UE, z tym że nie mielibyśmy środków na przeprowadzenie koniecznych zmian.

Wedle optymistycznych badań, ok. 400 tys. (z 2 mln) polskich gospodarstw pracuje i sprzedaje swoje produkty na rynek. Zostaną one wzmocnione poprzez dofinansowanie, co spowoduje, że będą mogły skutecznie stawiać czoła konkurencji na rynkach UE. Co z resztą? 600 tys. otrzyma pomoc z funduszy europejskich, by z wolna dostosowywać się do nowych warunków.
Pozostaje około 1 mln gospodarstw, którym trzeba stworzyć warunki do życia, a więc dać pracę. Na to mają być m. in. przeznaczone pieniądze z funduszy strukturalnych, które, oprócz środków na dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej, otrzyma Polska po wejściu do Unii.

Ponadto polscy rolnicy będą mieli możliwość produkcji i sprzedaży produktów żywnościowych uważanych za regionalne specjały. Znamy przykłady wyrobionych marek serów, win czy wędlin z całej Europy, produkowanych tradycyjnymi, specjalnymi metodami.

Polskie produkty, takie jak oscypek, bryndza, kiełbasa krakowska, mają szansę podbić rynki europejskie i będą objęte ścisłą ochroną patentową.

Może Ci się również spodoba