Tradycyjne żarówki

Pozytywne i negatywne aspekty wycofania tradycyjnych żarówek
Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej z 8 grudnia 2008 r. i wprowadzeniem rozporządzenia Komisji (WE) nr 244/2009 z 18 marca 2009 r.

W sprawie wykonania dyrektywy 2005/32/WE PE i Rady w odniesieniu do wymogów dotyczących ekoprojektu dla bezkierunkowych lamp do użytku domowego, 1 września 2009 r. wycofane zostały z produkcji i sprzedaży (do wyczerpania zapasów) żarowe źródła światła, tzw. tradycyjne żarówki z żarnikiem wolframowym o mocy 100W lub większej.
Jednocześnie, w kolejnych latach, zakłada się wycofanie z produkcji i sprzedaży żarówek tradycyjnych o mniejszych mocach. I tak – odpowiednio – od 1 września 2010 r. – ≥75W, 1 września 2011 r. – ≥60W, 1 września 2012 r. – ≥40 i 25W oraz 1 września 2016 r. – najmniej wydajne halogeny klasy C. Działania te z założenia mają systematycznie doprowadzać do zmniejszenia zużycia energii elektrycznej na cele oświetleniowe, a co za tym idzie – ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery.

Według deklaracji producentów, tzw. energooszczędne źródła światła (np. energooszczędne świetlówki kompaktowe) znacznie przewyższają tradycyjne źródła żarowe. Ich długość „życia” wynosi minimum 8 tys. godz., czyli ok. 8 razy więcej niż w przypadku tradycyjnych żarówek. Natomiast skuteczność świetlna, czyli liczba lumenów uzyskanych z 1 Wata dostarczonej energii, jest 5 razy większa niż tradycyjnych źródeł światła, a więc zużywają one pięciokrotnie mniej energii elektrycznej. I niewątpliwie jest to ich zaletą, jeśli chodzi o ograniczenie zużycia energii elektrycznej w procesie eksploatacji takich źródeł światła.

Jednak wraz z tą zaletą spotykamy się też z szeregiem wad, o których się już często nie mówi. A mianowicie: biorąc podstawowe funkcje, jakie spełnia oświetlenie, czyli oświetlenie naszego otoczenia, a w szczególności oświetlenie gospodarstw domowych, kompaktowe świetlówki energooszczędne potrzebują czasu, aby osiągnąć normalny punkt pracy (czyli maksymalny strumień świetlny). Dlatego też niezbyt nadają się do oświetlenia takich pomieszczeń, jak np. łazienka czy piwnica, gdzie korzystamy z oświetlenia sporadycznie i na stosunkowo krótki czas. Dodać należy, że częste zapalanie i gaszenie źródeł tego typu skraca ich żywotność i w zasadzie zawsze będzie to czas krótszy od maksymalnego, deklarowanego przez producentów.

Innym ograniczeniem jest fakt, iż zużycie energii zwiększa się znacznie wraz ze spadkiem temperatury otoczenia. Dlatego wątpliwe jest ich zastosowanie w standardowym wykonaniu w oświetleniu zewnętrznym. Często też – ze względu na zbliżone, aczkolwiek różne kształty i rozmiary nowych źródeł – staniemy przed koniecznością wymiany dotychczasowych opraw oświetleniowych. Temperatura barwowa i barwa tych źródeł (światło „zimne”) również odbiega od warunków optymalnych, czyli oświetlenia światłem słonecznym, do którego z kolei bardzo zbliżone są tradycyjne żarówki. Do tego dochodzi jeszcze wada w postaci współczynnika migotania, powodującego tzw. „efekt stroboskopowy”, co może mieć negatywny wpływ na zdrowie i samopoczucie człowieka. Na zachodzie pojawiają się również wyniki badań niezależnych ośrodków naukowych stwierdzające, że stosowanie tego typu źródeł może mieć negatywny wpływ na samopoczucie i zdrowie ludzkie.

Innym negatywnym aspektem stosowania tych źródeł są zakłócenia w postaci wyższych harmonicznych wprowadzanych do sieci elektroenergetycznej oraz pobór mocy biernej. W przypadku masowego stosowania stanie się to istotnym problemem i doprowadzać może do zakłóceń pracy elektronicznego sprzętu AGD i RTV/Audio, procesów produkcyjnych w większych zakładach produkcyjnych (co już ma miejsce obecnie), a nawet całego systemu elektroenergetycznego. Wspomnieć także trzeba, że na odbiorcy energii elektrycznej spoczywa obowiązek nie wprowadzania do sieci zakłóceń, co w wielu przypadkach może wiązać się z dodatkowym i niemałym kosztem zakupu oraz montażu specjalnych filtrów.

Wadą też jest cena źródeł światła tego typu, która w markowym wydaniu (i tak naprawdę jedynym gwarantującym zbliżenie do deklarowanych parametrów w warunkach eksploatacji) jest znacznie wyższa od tradycyjnego odpowiednika i wynosi ok. 15-30 zł. I o ile z punktu widzenia użytkownika, przy akceptacji ujemnych aspektów nowych żarówek w stosunku do tradycyjnych, faktycznie okazać się może, że po roku, dwóch latach zwróci mu się inwestycja zakupu znacznie droższych niż tradycyjne źródeł światła i odniesie on w ostatecznym rozrachunku korzyść, w późniejszym czasie w postaci niższych rachunków za energię, należy się zastanowić, jakie faktycznie przyniesie to skutki dla środowiska, którego ochrona jest celem nadrzędnym.

I okazuje się, że i tutaj znajdujemy szereg procesów towarzyszących, które znacznie pomniejszają korzyści, jakie powinny wypłynąć z racji zmniejszenia zużycia energii, wynikające z wymiany tradycyjnych żarówek. A mianowicie: po pierwsze, pomija się fakt, że samo wyprodukowanie kompaktowych świetlówek energooszczędnych pochłania ok. dziesięciokrotnie więcej energii niż produkcja tradycyjnych żarówek. Po drugie, niestety zapomina się również, iż w nowoczesnych zamiennikach znajduje się szereg substancji niebezpiecznych, głównie ołowiu i rtęci, która z kolei w innych działaniach Unii Europejskiej jest eliminowana z otoczenia. W związku z tym dochodzą trudne do oszacowania – acz na pewno wysokie – koszty procesu utylizacji zużytych źródeł, a co ważniejsze koszty skutecznej oraz wymagającej czasu edukacji społeczeństwa. Obowiązkiem użytkownika i najważniejszym ogniwem będzie zwrot zużytego źródła do punktów zajmujących się ich sprzedażą. Nie sposób pominąć także kosztów późniejszej kontroli, czy sprzedawca ten ma możliwości oraz warunki do odbioru i czasowego magazynowania odpadów niebezpiecznych oraz kontroli faktycznego ich późniejszego przekazania do uprawnionego odbiorcy takich odpadów, a także kosztów przystosowania się sprzedawców do roli odbiorców odpadów tego typu. W przeciwnym razie – a niestety obecnie z dużym prawdopodobieństwem przyjąć można, że w prawie wszystkich przypadkach – niebezpieczne związki ze zużytych źródeł trafią po prostu do środowiska naturalnego, powodując jego niebezpieczne dla otoczenia skażenie.

Podsumowując ten wątek stwierdzić można, że medialne hasło oszczędności energii – w świetle negatywnych skutków towarzyszących końcowemu efektowi mniejszego jej zużycia – pozostawia wiele do życzenia, a według niektórych, np. Andreasa Löschela, ekonomisty środowiska w Centrum Europejskich Badań Gospodarczych, „nie pomoże zaoszczędzić nawet jednej tony CO2 (…), gdyż prąd zaoszczędzony dzięki zakazowi sprzedaży żarówek, zużyty zostanie w innym miejscu, ponieważ producenci prądu sprzedawać będą prawa do emisji CO2 innym branżom i summa summarum emisja CO2 pozostanie na tym samym poziomie”.

Niemniej przyznać należy, że powyższe rozważania dotyczyły tylko i wyłącznie zastąpienia tradycyjnych żarówek kompaktowymi świetlówkami energooszczędnymi. Mamy do wyboru jednak inne, alternatywne rozwiązania. Godne większej uwagi jest wykorzystanie do oświetlenia lamp diodowych LED (Light Emitting Diode) lub lamp diodowych wysokiej jaskrawości (Hight Brightness LED) znanych jako HBLED. Szczególnie te ostatnie posiadają znacznie dłuższy czas żywotności w stosunku do żarówek tradycyjnych, a nawet kompaktowych świetlówek energooszczędnych, wynoszący według producentów 50 tys. godzin. Do tego rozwiązanie to jest w pełni ekologiczne, gdyż zużyte źródła nie będą posiadały żadnych substancji szkodliwych i niebezpiecznych, co znacznie lepiej plasuje je do koncepcji ochrony środowiska naturalnego. Dodatkową zaletą, oprócz jeszcze mniejszego zużycia energii elektrycznej niż w przypadku kompaktowych świetlówek energooszczędnych (deklarowane nawet dziewięciokrotnie mniejsze zużycie niż w przypadku żarówek tradycyjnych), jest zbliżenie temperatury barwowej do temperatury światła słonecznego, a także możliwość uzyskania w zasadzie dowolnej barwy światła.

Niestety, pomimo że technologia ta jest bardzo szybko rozwijana, trudności sprawia uzyskanie źródeł o większej mocy przy jednoczesnym zachowaniu oczekiwanych gabarytów, do których przyzwyczailiśmy się w przypadku źródeł tradycyjnych. Znaczącą wadą, ze względu na początek rozwoju tego typu źródeł, jest ich wysoka cena, nawet w porównaniu do świetlówek kompaktowych i w tym przypadku to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych. W zamian jednak uzyskujemy lepsze parametry świetlne, większą oszczędność energii, bardzo długi czas działania oraz uniknięcie dodatkowych kosztów związanych z utylizacją świetlówek kompaktowych.

Podsumowując, nasuwa się następujący wniosek: działania i cel Komisji Europejskiej są godne pochwały, jednak teraz wydają się przedwczesne, gdyż w związku z oporem społecznym wobec zastosowania kompaktowych świetlówek energooszczędnych, tym bardziej wątpliwe jest, że ktoś sięgnie po zakup jeszcze droższych lamp diodowych LED lub HBLED. A zastosowanie tych ostatnich tak naprawdę pozwala przypuszczać, że przyniesie wymierne korzyści w ostatecznym rozrachunku. I tak naprawdę bardziej stosownym wydawałoby się więc odczekać i wprowadzić aktualny zakaz, ale poszerzony o harmonogram wycofywania z rynku promowanych obecnie kompaktowych świetlówek energooszczędnych. Tym bardziej, że według ekspertów ekspansja żarówek halogenowych oraz lamp diodowych jest nieunikniona. Po co w takim razie siłą rzeczy promować rozwiązanie znacznie dalsze od ideału niż takie, które teraz jest już w zasadzie w zasięgu ręki, a za kilka lat stanie się powszechne i co za tym idzie tańsze? Po co edukować społeczeństwo (o ile po uzyskaniu właściwego poziomu edukacji jej cel będzie jeszcze aktualny) i narażać środowisko naturalne oraz nas samych na skażenie niebezpiecznymi związkami rtęci? Może też warto większy wysiłek poświęcić na rozwój efektywnych, ekonomicznych i nie zagrażających środowisku źródeł energii elektrycznej, a więc poświęcić co najmniej tyle samo uwagi efektywności popytowej, co podażowej?

Oczywiście nie można podważać idei walki z negatywnym wpływem człowieka na środowisko naturalne. Ale może po prostu jednak warto czasami przeanalizować bilans zysków oraz strat i podjąć optymalną decyzję. W związku z tym może warto czasami jednak nie implementować bezkrytycznie dyrektyw unijnych i skorzystać z formuły opt-out? Odpowiedź na te pytania pozostawiam Czytelnikom.

Konrad Pachucki, Biuro PTPiREE

Może Ci się również spodoba