Zielony prąd po polsku

Rzeczywistość ostro weryfikuje krajowy system wspierania energetyki odnawialnej. Pod jego parasolem blisko połowa zielonej energii powstaje w prymitywnej technologii współspalania węgla z drewnem. Mnożą się absurdy i niekonsekwencje.
W Polsce produkcja energii ze źródeł odnawialnych wspierana jest przez system zielonych certyfikatów i opłaty zastępczej.

System polega na tym, że wytwórcy produkujący odnawialną energię mają prawo do uzyskania zbywalnego świadectwa pochodzenia energii, właśnie tzw. zielonego certyfikatu, za każdą jednostkę wyprodukowanej energii. W efekcie wytwórca uzyskuje przychody ze sprzedaży energii i certyfikatów. To ma motywować przedsiębiorców do inwestycji w odnawialne źródła energii. W praktyce jednak system działa… bardzo przeciętnie.

Maciej Stryjecki, od lat zajmujący się energetyką odnawialną prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej, za kryterium oceny przyjmuje to, w jakiej mierze system przyczynił się do powstania nowych mocy w OZE.

– Co prawda, przyrosty produkcji energii zielonej są, ale połowa tej energii pochodzi ze współspalania, i to nie ze współspalania w nowych instalacjach, tylko w starych, które będą wyłączane – zauważa ekspert.

– Tak naprawdę ten system pobudził tylko inwestycje w energetyce wiatrowej, a i to niewystarczająco dynamicznie.

Do starego kotła

Fakty są nieubłagane. W latach 2005-09 w Polsce produkcja zielonej energii elektrycznej wzrosła z około 3,8 TWh do około 8,6 TWh, a udział prądu wytworzonego w technologii współspalania wzrósł w tej produkcji z około 23 proc. do blisko 50 proc. Pełnych danych za 2010 rok jeszcze nie ma, ale wszystko wskazuje na to, że współspalanie nadal miało się dobrze. Według niepełnych danych zebranych przez Urząd Regulacji Energetyki na początku stycznia 2011 roku, w ubiegłym roku produkcja zielonej energii wyniosła około 8,8 TWh, a w około 46 proc. był to prąd ze współspalania węgla z drewnem.

URE szacuje, że w 2010 roku produkcja z OZE mogła wynieść około 10 TWh.

Eksperci wskazują, że współspalanie się rozwinęło, bo nakłady na przystosowanie kotłów energetycznych do współspalnia są niskie w porównaniu z inwestycjami w inne technologie. Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO) podaje, że to ledwie 250 tys. euro na 1 MW, a w Polsce jeszcze mniej, podczas gdy nowoczesna kogeneracja na biomasę to wydatek rzędu 4 mln euro na 1 MW.

– Ale drugim powodem „sukcesu” współspalania było wykorzystanie systemu wsparcia zielonej energii elektrycznej do drenażu biomasy z innych działów gospodarki, w tym z sektora zielonego ciepła, a więc z działów i sektorów, które nie były wspierane dyrektywą 2001/77/WE – uważa Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO). – W związku z tym system, zaburzając równowagę na rynkach oraz podnosząc koszty w przemyśle drzewnym, jak również wysysając biomasę z ciepłownictwa oraz trzebiąc lasy z drewna użytkowego (papierówki), mógł się rozwijać bez natrafiania na barierę dostępu do surowców.

Przemysł drzewny w całej Europie ma problemy z energetyką, która wskutek systemów wsparcia oze winduje popyt na drewno i jego ceny. Firmy meblarskie czy papiernicze nie są w stanie konkurować z elektrowniami o drewno. Obowiązujące w Polsce przepisy przewidują, że od 2015 roku udział biomasy leśnej w biomasie wykorzystywanej do spalania w kotłach o mocy powyżej 5 MW ma spaść do zera. Współspalanie wyczerpało limity biomasy leśnej wynikające z obowiązującego prawa przy jednoczesnym wycofaniu się UE ze wsparcia upraw energetycznych, które powodowało wzrost cen żywności. Nie ma już mowy o tym, żeby w ogóle nie spalać drewna.

– Bez produkcji energii z drewna nie będziemy w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości energii odnawialnej – przekonuje Bogdan Czemko, dyrektor biura Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.

– Rozumiemy to, ale chcemy, żeby zmieniane rozporządzenie nie pozwalało na zużywanie na cele energetyczne pełnowartościowego drewna, bo inaczej to byłaby katastrofa gospodarcza dla przemysłu drzewnego.

Polska Izba Biomasy twierdzi, że gdyby energetyka została odcięta od biomasy leśnej, to nie byłoby czym jej zastąpić, bo plantacje agrobiomasy się nie rozwijają. Dopłaty do zakładania tych plantacji się skończyły, a nie ma chętnych do inwestowania w ten biznes.

Departament Energetyki Ministerstwa Gospodarki poinformował nas, że 10 grudnia 2010 roku w czasie konferencji uzgodnieniowej dotyczącej nowego rozporządzenia obejmującego m.in. sprawy współspalania ustalono jednak, iż drewno, które może być wykorzystane w przemyśle drzewnym (drewno pełnowartościowe), zostanie wyłączone z możliwości przeznaczenia go na cele energetyczne. Krytyce współspalania nie ma jednak końca.

– Współspalanie w starych elektrowniach, które zostaną wyłączone z eksploatacji za kilka lat, jest wbrew logice systemu wsparcia, który powinien tworzyć nowe moce w energetyce odnawialnej. Współspalanie to kura, która znosi złote jaja w postaci zielonych certyfikatów, ale są to korzyści dla energetyki konwencjonalnej, a nie dla odnawialnej – uważa Stryjecki.

www.energetyka.wnp.pl, Ireneusz Chojnacki, Patrycja Batóg

Więcej na: http://energetyka.wnp.pl/zielony-prad-po-polsku,6957_2_0_2.html

Może Ci się również spodoba