Chronić czy tępić wilki?

W Polsce żyje kilkaset wilków, głównie wzdłuż wschodniej granicy kraju. W zachodniej części Polski można spotkać małe skupiska wilków w odizolowanych kompleksach leśnych. W powszechnej opinii, najbardziej „wilczym” regionem Polski są Bieszczady i ich okolice. Na terenie polskich Karpat żyje ok. 200-250 wilków.

Stamtąd też najczęściej pochodzą doniesienia medialne o nasilających się konfliktach między ludźmi a drapieżnikami. Chociaż wilki nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla ludzi, mogą być uciążliwymi sąsiadami, ponieważ ich łupem padają hodowane przez mieszkańców tych okolic zwierzęta – głównie owce. Ataki wilków na zwierzęta hodowlane to marginalne zjawisko w skali całego kraju. Jednak dla poszczególnych hodowców straty często są dotkliwe.

Ponadto zdarzenia takie wywołują wśród mieszkańców wsi niepokój i obawę o własne bezpieczeństwo. Hodowcy otrzymują co prawda odszkodowania za zagryzione zwierzęta, ale nie zawsze w terminie. To też powoduje niekiedy konflikty. Stąd biorą się postulaty, aby zredukować liczebność wilków i ciche przyzwolenie na kłusownictwo. Według naukowców, wyniki ogólnopolskiej inwentaryzacji wilków prowadzonej w latach 2001-2004 wskazują, że zasięg występowania tego drapieżnika w naszym kraju rozszerza się, szczególnie w części północnej. Jest to szansa na odnowienie się populacji wilków w lasach w całym kraju, gdzie kiedyś było ich wiele.

Ale konsekwencją tego zjawiska jest też to, że wilki zaczynają nękać stada na obszarach, gdzie dotychczas tego nie robiły. W opinii hodowców owiec, kóz i bydła wilki nie są po prostu gatunkiem dzikiego zwierzęcia, ważnym dla ekosystemu, pięknym i szlachetnym. W ich opinii jest to zagrożenie, które w miarę możliwości należy eliminować. W Bieszczadach problem ten jest szczególnie nasilony, ponieważ w ostatnich latach sztucznie, poprzez odstrzał, zmniejszono tam liczbę dzikich jeleni, naturalnych ofiar wilków. Z braku pożywienia w lasach, drapieżniki szukają go w pobliżu siedzib ludzi – zwierzęta hodowlane są dla nich łatwym łupem. Zdaniem Stanisława Majsterka, hodowcy kóz z miejscowości Krywe w gminie Lutowiska w Bieszczadach, albo wilków jest zbyt dużo, albo brakuje dzikich zwierząt, którymi mogłyby się żywić.

Skutek jest taki, że do stada kóz drapieżniki próbują się zbliżać bardzo często. Zdarza im się zabić i zjeść kozę, czasem też domowego psa, a nawet kota. Według niego, wilki nie powinny być pod ochroną. Jak tłumaczył, wilków w pobliżu w ogóle mogłoby nie być. „Przez pierwsze piętnaście lat kiedy tu mieszkałem, widziałem wilka tylko raz. I nie przeszkadzało mi to. W ciągu ostatnich piętnastu lat wilka widuję prawie co tydzień i trochę dziwnie się czuję. Jakbym bardzo chciał wilka zobaczyć, to mogę pójść do ZOO. Poza tym mam cztery kanały Discovery” – tłumaczy hodowca.

KŁOPOTLIWY SĄSIAD Taka postawa jest powszechna wśród bieszczadzkich rolników. Jak ocenia dr Wojciech Śmietana, naukowiec z Bieszczadzkiej Stacji Terenowej Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, mieszkańcy tych okolic często domagają się odstrzału wilków. „Gdyby nie było wilków, nie byłoby problemu, nie trzeba by było utrzymywać psów pasterskich, nie trzeba by było instalować ogrodzeń, można by było spać spokojnie, a wilki oglądać na Discovery Channel. Ale nie tędy droga. Eliminując wszystko co nam przeszkadza prawdopodobnie zostalibyśmy sami, nie wiadomo nawet czy z sąsiadami, bo sąsiedzi też nam czasem za skórę zachodzą” – mówi Śmietana. Jak dodaje, wilki należy traktować jak takiego właśnie sąsiada, który sprawia kłopoty, ale ma takie samo prawo mieszkać u siebie, jak ludzie. A prawo to wyznacza natura.

Ludzie zaś muszą się nauczyć stwarzać takie warunki, żeby koegzystencja z wilkami była w miarę harmonijna. „Możemy poznać naturę wilka, ale nie możemy jej zmienić. Pozostaje nam tylko dostosować nasze sposoby działania do natury tego zwierzęcia. Czyli np. używać ogrodzeń elektrycznych do zabezpieczania stad. Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że zarządzanie dziką przyrodą to de facto zarządzanie ludźmi” – tłumaczy naukowiec. Dlatego on sam, jak i inni ludzie, którym los wilków leży na sercu, starają się uświadomić hodowcom, że rozwiązaniem nie jest odstrzał wilków, ale ochrona stad. Skuteczne są zarówno nowoczesne metody – ogrodzenie, przez które płynie prąd elektryczny. Działają też dawno sprawdzone sposoby – np. dobrze wyszkolony duży pies.

WILKI WAŻNE DLA EKOSYSTEMU „Staramy się edukować ludzi. Ufundowaliśmy też dla wielu hodowców ogrodzenia i psy pasterskie” – tłumaczy Stefan Jakimiuk, koordynator programu międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF „Ochrona dużych drapieżników w Polsce”. „Mamy nadzieję, że ludzie zrozumieją, że ich owce czy kozy będą bezpieczne, jeśli tylko je odpowiednio zabezpieczą. Wilki nie są groźne dla ludzi. Za to są bardzo ważne dla ekosystemu” – mówi ekolog. Wilki zdobywają pożywienie głównie poprzez polowanie na jelenie. Ponieważ taktyka łowiecka wilków polega na pogoni całej watahy za stadem ofiar, ich łupem padają tylko najsłabsze osobniki, które zostają w tyle. W ten sposób z populacji jeleni eliminowane są słabe i chore zwierzęta, zostają zaś najsilniejsze, co jest korzystne dla gatunku. Ponadto z resztek pożywienia zostawionego przez wilki mogą skorzystać padlinożercy. W ten sposób swoją dietę wzbogacają m.in. najwięksi mieszkańcy bieszczadzkich lasów – niedźwiedzie.

Niestety – populacja jeleni zmniejszyła się na skutek ostrzałów i głodne wilki zaczęły rozglądać się za pożywieniem poza lasami. Łatwa zdobycz, jaką są zwierzęta hodowlane, to dla drapieżników niemal prezent. Zwłaszcza, jeśli ludzie zostawiają swoje stada bez nadzoru na rozległych łąkach przylegających do lasu. Natomiast polowania na jelenie są trudne – statystycznie wilkom udaje się złowić rogacza tylko raz na dziesięć prób.

NIE ROZUMIEMY GŁODNEGO WILKA „My ludzie wytworzyliśmy sobie środowisko, w którym jest nadmiar jedzenia. Nie zdajemy sobie sprawy, że w naturalnym środowisku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wilki stale odczuwają głód i łatwo dostępne pożywienie to okazja, której nie mogą przepuścić” – podkreśla Jakimiuk. Instynkt nakazuje wilkom korzystać z okazji, ale to nie znaczy, że zamiast polować na jelenie, wilki będą już tylko atakować owce. Badania naukowe, m.in. analiza składu odchodów wilków, wskazują, że nadal drapieżniki te żywią się prawie wyłącznie mięsem dzikich kopytnych. Mięso zwierząt domowych stanowi tylko kilka procent ich diety. Ten stan nie zmienia się od lat.

Było tak również wtedy, kiedy polowania na wilki były legalne. „Musimy robić wszystko, żeby te drapieżniki miały jak najtrudniejszy dostęp do zwierząt hodowlanych. Chcielibyśmy rozpowszechnić wśród hodowców zabezpieczenia, głównie specjalne pastuchy elektryczne, zrobione z białych taśm dodatkowo odstraszających wilki. Z drugiej strony chcielibyśmy doprowadzić do tego, żeby naturalne pożywienie było lepiej dostępne, żeby było więcej jeleni” – tłumaczy ekolog. Jak dodaje, ważne jest też uświadomienie ludziom, mieszkającym na terenach gdzie żyją wilki, że zwierzęta te są dobrem, naturalnym bogactwem, które nie występuje wszędzie i wymaga ochrony, aby całkiem nie znikło z powierzchni ziemi.

KŁUSOWNICY GROŹNI DLA WILKÓW Zmiana nastawienia ludzi do wilków jest jednak bardzo trudna. Rolnicy niechętnie inwestują w zabezpieczenia stad ogrodzeniami i w utrzymanie psów stróżujących, np. owczarków podhalańskich. Niechęci wobec wilków nie łagodzą także odszkodowania, wypłacane przez państwo za zagryzione zwierzęta hodowlane. Wciąż ludzie nie traktują wilka jak sąsiada, ale jak wroga, rywala lub zwierzynę łowną, którą należy zabijać.

Dlatego, mimo że od kilkunastu lat w Polsce na wilki polować nie wolno, nadal to właśnie człowiek najczęściej staje się przyczyną śmierci tych drapieżników. Prawdopodobnie najwięcej tych drapieżników ginie w wyniku kłusownictwa, wiele też pod kołami samochodów. „W ciągu ostatnich sześciu lat udało mi się złapać pięć wilków i oznakować je obrożami z nadajnikami radiowymi. Niestety mogłem je namierzać bardzo krótko.

Najdłużej, 19 miesięcy, namierzałem jednego, który wyemigrował za południową granicę państwa. Pozostałe nie miały tyle szczęścia” – opowiada Wojciech Śmietana. „Jeden został nielegalnie zabity. Drugi prawdopodobnie też. Mówię +prawdopodobnie+, ponieważ nie znalazłem obroży. Została chyba zniszczona. Inny wilk złapał się na wnyki i uszkodził obrożę. Ja przyjechałem w to miejsce i znalazłem tam martwą waderę i oznakowanego samca jeszcze wpółżywego. Na nasz widok wstał i odszedł” – wyjaśnia naukowiec. Pogłoski i informacje zbierane od okolicznych mieszkańców pomogły ustalić co się stało przy wnykach. Kłusownik, który je zastawił, znalazł złapane wilki, ale nie zabrał ich. Przestraszył się, że zostanie złapany na gorącym uczynku, bo samiec miał obrożę. Postanowił zatrzeć ślady swojej działalności. Zabitą waderę zaciągnął w kępę świerków i porzucił. W tym samym miejscu zostawił martwą łanię – także złapaną we wnyki. Potem uwolnił ledwo żywego wilka i uciekł…

 

PAP Nauka w Polsce

Może Ci się również spodoba