Czy ekolodzy powinni płacić za swoje protesty?

epa01566293 Greenpeace activists make their way to the top of one of the stacks of the Patnow power station in Konin, Poland 2 December 2008. Greenpeace is focussing attention on the power plant becasue of Popland's over reliance on coal, the major contributor to climate change. The UN COP 14 climate talks are to take place in the nearby city of Poznan. EPA/WILL ROSE EDITORIAL USE ONLY Dostawca: PAP/EPA.

Kopalnia Węgla Brunatnego „Konin” zażądała 250 tys. zł odszkodowania od Greenpeace za akcję tej organizacji. Słusznie Greenpeace jest znany ze spektakularnych, świetnie przygotowanych protestów. Niedawno działacze tej organizacji demonstrowali przeciwko elektrowniom węglowym. Wdrapali się na komin elektrowni Pątnów. I pikietowali w odkrywce węgla Jóźwin II B.

Po co takie akcje? – Żeby zainteresować media naszą działalnością – nie krył przedstawiciel Greenpeace w niedawnej rozmowie z Radiem Wrocław.

Media rzeczywiście często relacjonują poczynania Greenpeace. Ale teraz ta organizacja ma problem. Bo grozi jej
konieczność spłaty odszkodowania za pikietę w odkrywce węgla. Cytuję za internetowym serwisem TVN 24:

Wezwanie o zapłatę kopalnia już wysłała. – Ekolodzy mają teraz siedem dni na wpłacenie kwoty. Jeśli tego nie zrobią, skierujemy pozew do sądu.
Obejmie on straty w wyniku wtargnięcia na teren odkrywki i koszty dodatkowe – powiedział rzecznik prasowy koplani Radosław Stankiewicz.

Z kolei rzecznik prasowy Greenpeace Polska Jacek Winiarski twierdzi, że organizacja jest przygotowana na poniesienie konsekwencji finansowych, jeśli zdecyduje o tym sąd. – Uważamy, że działaliśmy w stanie wyższej konieczności, ponieważ jeśli zmiany klimatyczne nie zostaną powstrzymane, to ludzkość zapłaci o wiele wyższą cenę – powiedział Winiarski.

Z czego wynika żądanie kopalni? Ano z tego, że ekolodzy zablokowali jej pracę na parę godzin. „Według zarządu KWB, ze względu na bezpieczeństwo protestujących i pracowników, na dwie godziny zatrzymano koparkę i tym samym wydobycie węgla” – podaje TVN 24.

Cóż, spektakularny protest, to i odszkodowanie może być spektakularne. Ta sprawa może jednak okazać się niebezpiecznym precedensem dla ekologów. No bo dlaczego nie mieliby płacić za każdy inny protest?

Np. za blokadę drogi, albo wycinki drzew w lesie? Także i w takich przypadkach można by uzasadniać, że przecież zatrzymali czyjąś pracę na pewien czas. A więc spowodowali wymierne szkody.

Ale skoro tak, to niech płacą również organizatorzy wszystkich innych protestów w miejscach publicznych. Związkowcy blokujący ruch drogowy w miastach. Robotnicy okupujący fabryki. Pielęgniarki głodujące w szpitalach.

Niech zapanuje prawo i porządek. Bez głupich i nie uzasadnionych niczym protestów.

 

 

 

Łukasz Medeksza

Może Ci się również spodoba