Eko-podróż dookoła świata

Jutlandia – gdzie wiatr prąd przynosi Dobre wiatry zagnały nas ku zachodnim wybrzeżom duńskiej wyspy Jutlandii, gdzie znajduje się jedna z największych na świecie, morskich farm wiatrowych wytwarzających energię elektryczną.

 

Na płytkich wodach szelfu Horns Rev, 20 kilometrów od portu Blavandshuk, duński gigant energetyczny, firma DONG Energy postawiła 80 potężnych turbin wiatrowych do produkcji prądu. Inwestycję zakończono w roku 2002.

Była to pierwsza tak zwana offshore, czyli położona z dala od brzegu, farma wiatrowa na Morzu Północnym, a do roku 2005 pod względem wytwarzanej mocy, również największa na świecie w swojej kategorii,. Trzy lata temu straciła swój prymat na rzecz innego duńskiego projektu, farmy Rodsand I, która powstała – można powiedzieć – po drugiej stronie kraju, na Morzu Bałtyckim. Nie jest jednak wykluczone, że Horns Rev odzyska swoją przodującą pozycję, bo w 2008 roku, na wodach szelfu, ruszyła instalacja kolejnych 91 wiatraków-olbrzymów, które już od października przyszłego roku zostaną podłączone do sieci.

Jak pokazuje ta duńsko-duńska rywalizacja, obywatele i władze tego liczącego 5,5 miliona mieszkańców, wyspiarskiego królestwa, energię wiatru traktują poważnie i widać tego efekty. W ubiegłym roku prawie 20 procent zużytego w Danii prądu, pochodziło z wiatru. Takim wynikiem, nawet w przybliżeniu, nie może się pochwalić żaden inny kraj na świecie.

Po zakończeniu w przyszłym roku nowych inwestycji, sam kompleks Horns Rev będzie zasilać energią elektryczną 350 tysięcy gospodarstw domowych, czyli ponad milion ludzi. O rosnącym znaczeniu tego sektora energetyki, świadczy również fakt, że operatorami morskich farm wiatrowych są największe koncerny energetyczne na świecie.

W przypadku Horns Rev jest to czwarty co do wielkości producent energii elektrycznej w Europie, szwedzka firma Vattenfall AB. Mariaż najważniejszych koncernów energetycznych z energią wiatrową z pewnością dobrze wróży tej ostatniej. Jednego można być pewnym – pieniędzy na nowe inwestycje i technologie nie zabraknie. W Polsce, turbiny wiatrowe pokrywają zaledwie pół procenta zapotrzebowania na energię elektryczną, chociaż specjaliści zgodnie twierdzą, że nasz kraj ma doskonałe „warunki wietrzne” – nie wspominając o długim pasie płytkich wód przybrzeżnych na Bałtyku, gdzie wiatru nie brakuje.

W porównaniu do innych źródeł tak zwanej „zielonej energii”, wiatr jest wydajny, a przede wszystkim jest go pod dostatkiem przez cały rok również pod szerokościami geograficznymi, gdzie słońce – inny podstawowy nośnik ekologicznej energii, bywa towarem deficytowym. Niestety, potężne wieże zwieńczone turbinami budzą wiele kontrowersji – szczególnie w gęsto zaludnionych państwach jak Dania, Niemcy czy Holandia. Wielu uważa, że szpecą krajobraz, a niektórzy są zdania, że ciągły ruch i świst śmigieł może być przyczyną poważnych chorób u osób, które mieszkają w pobliżu tych instalacji.

Obawy, niechęć i protesty obywateli sprawiały, że nowe elektrownie wiatrowe buduje się raczej na przybrzeżnych szelfach niż na stałym lądzie. Horns Rev jest tego najlepszym przykładem. Nie oznacza to jednak, że morze służy jako plac budowy. Cała konstrukcja elektrowni wiatrowej – wieża, wirnik, prądnica, elementy sterujące, powstaje na lądzie.

W falach morskich odbywa się jedynie końcowa instalacja gotowych części, która przypomina trochę składanie klocków lego – nawiasem mówiąc też duński produkt. Ostatnim etapem montażu jest położenie podmorskiego kabla, który łączy farmę z lądową siecią elektryczną. Aby połączyć Horns Rev z przekaźnikiem na lądzie użyto gigantycznego kabla o długości 22 kilometrów i przekroju 22 cm. Jest to niezwykle efektywna technologia, która pozwala budować farmy wiatrowe w błyskawicznym tempie.

Przykładowo, prace przy konstrukcji 91 nowych turbin, określanych jako farma Horns Rev 2, rozpoczęły się w maju ubiegłego roku, a oddanie do eksploatacji całego kompleksu przewidziano na październik 2010. Smagani wiatrem i kołysani falami, opuszczamy Morze Północne, które dla Duńczyków jest takim samym źródłem energii, jak dla innych narodów ropa naftowa czy węgiel kamienny, tylko zamiast brzydkich szybów, stoją tutaj majestatyczne wiatraki.

Zobacz Horns Rev – jedną z największych farm wiatrowych na świecie: http://www.youtube.com/watch?v=BOnfbTyMnzA&feature=related

Zobacz prace przy kładzeniu kabla, który połączył farmę Horns Rev ze stałym lądem: http://www.youtube.com/watch?v=dpMqvEAJEfU&feature=related

Zobacz migawki z jednej z 80 wież farmy Horns Rev http://www.youtube.com/watch?v=i1fPPnb5HvQ

Wyruszamy w podróż dookoła świata. Nie podążymy jednak śladami mister Fogga, który uczynił to w 80 dni, lecz poszukamy po drodze miejsc, gdzie technologie przyjazne środowisku, pomagają człowiekowi w codziennym życiu.

Ekologia jest dzisiaj na ustach wszystkich, ale co konkretnie kryje się pod tym słowem-wytrychem? Właśnie, podróżując po świecie pokażemy ekologiczne konkrety, czyli to, co stoi, funkcjonuje i służy zwykłym ludziom, wykorzystując energię słońca, wiatru, fal morskich, roślin i ciepła wnętrza ziemi. Pierwszym przystankiem naszej eko-podróży dookoła świata, jest najbardziej na południe wysunięte miasto Niemiec, liczący 200 tysięcy mieszkańców, Fryburg (niemiecki Freiburg im Breisgau), nie bez kozery nazywany miastem słońca. Malowniczo położony, wśród lesistych wzgórz Szwarcwaldu, Fryburg na to miano w pełni zasłużył, nie tylko z racji, że częściej niż w innych zakątkach Niemiec, świeci tutaj słońce, lecz przede wszystkim dlatego, że władze i mieszkańcy miasta już od roku 1986, konsekwentnie stawiają na energetykę solarną.

Czynią to w dwojaki sposób – konsumują energię wyprodukowaną z promieni słonecznych i produkują urządzenia, które taką konsumpcję umożliwiają. Solarne panele i instalacje, w większości wyprodukowane w okolicznych przedsiębiorstwach, są nieodłącznym elementem wystroju fryburskiej ulicy. Można je zobaczyć wszędzie, zarówno na budynkach publicznych jak i prywatnych. Turyści i specjaliści zainteresowani słoneczną infrastrukturą, zwiedzają miasto słońca ze specjalnym „SolarPlanem” w ręku, gdzie zaznaczono najciekawsze projekty ekologiczne.

Korzystając z pięciu tak zwanych słonecznych tras wędrówek po Fryburgu, dociera się do miejsc, gdzie technologię solarną zastosowano w praktyce. I bynajmniej nie są to żadne eksperymentalne obiekty, tylko zazwyczaj niepozorne wielorodzinne domy mieszkalne, na zwykłych osiedlach lub nudne biurowce, wypchane po brzegi zapracowanymi urzędnikami.

Do tego stopnia, że przewodnik ostrzega, aby oglądając instalacje solarne, dosłownie nie wchodzić ludziom do mieszkań lub biur. Fryburg udowadnia również, że panel słoneczny znakomicie prezentuje się i funkcjonuje na zabytkowych kamieniczkach. Okazuje się, że nowoczesna technologia ekologiczna nie musi koniecznie ograniczać się do współczesnego budownictwa. Jedna z najpiękniejszych niemieckich starówek, jaką może się pochwalić szwarcwaldzka metropolia, jest dosłownie oblepiona instalacjami solarnymi, które umieszczono na dachach i fasadach XV- i XVI-wiecznych budynków.

Z pewnością nie psuje to doznań estetycznych – o czym świadczą tłumy zachwyconych turystów, a licznym restauracjom i sklepom, które tam się mieszczą, pozwala zaoszczędzić spore pieniądze, zarówno na rachunkach za elektryczność jak i ciepło. W przypadku tych ostatnich do stu procent w miesiącach letnich. Ku zaskoczeniu wielu, na czele solarnej rewolucji w Fryburgu, stoi kościół katolicki, który nie tylko montuje ekologiczne instalacje na swoich świątyniach i parafiach, lecz również namawia wiernych, aby czynili to samo u siebie w domach.

Jeszcze raz okazało się, że nowe wcale nie musi się kłócić z tradycją. W fryburskich starych i nowych budynkach, mieszkalnych i publicznych, w centrum i na peryferiach, pracują ogniwa fotowoltaiczne, panele solarne oraz instalacje wykorzystujące energię biomasy. Prywatne mieszkania nie tylko oszczędzają na ekologicznej energii, lecz również ją sprzedają, jeżeli instalacje słoneczne zainstalowane na balkonach i dachach wyprodukują więcej, niż właściciele zużyją.

Mieszkańcy Fryburga udowadniają, że aby wytwarzać energię i na niej zarabiać, nie trzeba być energetycznym koncernem. Dzięki słońcu energia jest wszędzie i każdy może z niej korzystać, równocześnie jako użytkownik i producent. Miasto słońca jest tego doskonałym przykładem. Wioski w okolicach Fryburgach już w stu procentach swoje zapotrzebowanie energetyczne, zaspokajają z odnawialnych źródeł, głównie promieniowania słonecznego. Samo miasto czyni to wprawdzie w kilkunastu procentach, ale to sporo na aglomerację liczącą ponad 200 tysięcy mieszkańców.

Fryburg nie jest ekologiczną utopią. To normalne miasto, gdzie ludzie żyją i pracują tak samo jak w każdym innym miejscu świata. Na tym właśnie polega sukces solarnej stolicy Niemiec. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał, ekologia jest częścią życia i specjalnie nikt nie zwraca na to uwagi. Wyjeżdżamy z Fryburga w przekonaniu, że ekologiczną energię każdy może używać i wytwarzać. To ważne doświadczenie.

Zobacz na własne oczy, jak ekologia funkcjonuje we Fryburgu: http://www.youtube.com/watch?v=tSFEjdDgyaw

 

 

Pozdrawiam serdecznie Daria Faltynowicz, techniczny@gogreen.pl

Może Ci się również spodoba