• Bez kategorii
  • 0

Klimat mamy jeden


Pokonanie zmian klimatu wymaga zwycięstwa optymizmu nad pesymizmem, wizji nad krótkowzrocznością. Triumfu – jak mawiał Abraham Lincoln – “lepszych demonów ludzkiej natury”.

Aż 56 gazet w 44 krajach mówi dziś po raz pierwszy jednym głosem, publikując ten sam komentarz redakcyjny. Zdecydowaliśmy się na to, gdyż ludzkość stanęła wobec wielkiego zagrożenia.

Jeśli nie podejmiemy wspólnych działań, zmiany klimatyczne zniszczą naszą planetę, bezpieczeństwo i dobrobyt.

Fakty przemawiają same za siebie: 11 z ostatnich 14 lat było rekordowo ciepłych, pokrywa lodowa Arktyki kurczy się, ubiegłoroczne szalone ceny ropy naftowej i żywności dały przedsmak chaosu. W pismach naukowych nikt nie pyta już, czy to wina człowieka, lecz – jak niewiele zostało nam czasu, by ograniczyć szkody. Mimo to reakcja świata jest wciąż anemiczna.

Zmiany klimatu dokonywały się przez wieki, ich skutki pozostaną z nami na zawsze. Wzywamy przedstawicieli 192 krajów zgromadzonych dziś w Kopenhadze, aby nie wahali się, nie obarczali nawzajem winą, lecz skorzystali z szansy, jaką daje im największa porażka polityki światowej. Należy wystrzegać się walki między światem bogatym i biednym czy między Wschodem i Zachodem. Problem zmian klimatycznych dotyczy nas wszystkich i my wszyscy musimy go rozwiązać.

Świat musi podjąć kroki, aby ograniczyć wzrost temperatury do 2 stopni Celsjusza – co oznacza, że emisja gazów cieplarnianych musi zacząć spadać w ciągu 5-10 lat. Większy wzrost temperatury o 3-4 st. C – który byłby skutkiem bezczynności – doprowadziłby do wysychania kontynentów, przemiany terenów rolniczych w pustynie. Połowa gatunków na Ziemi mogłaby wyginąć, miliony ludzi straciłyby domy, oceany pochłonęłyby całe państwa.

Mało kto wierzy, że Kopenhaga ma jeszcze szansę przynieść traktat z prawdziwego zdarzenia; realny postęp mógł się rozpocząć dopiero po nastaniu w Białym Domu prezydenta Baracka Obamy i zaprzestaniu wieloletniej obstrukcji Ameryki. Ale świat wciąż pozostaje na łasce amerykańskiej polityki wewnętrznej, gdyż prezydent nie może w pełni poprzeć niezbędnych działań, dopóki nie zrobi tego Kongres.

Jednak politycy w Kopenhadze mogą i muszą uzgodnić podstawowe elementy sprawiedliwego i skutecznego porozumienia, a zwłaszcza kalendarium doprowadzenia do traktatu międzynarodowego. Boński szczyt klimatyczny w czerwcu 2010 r. powinien stanowić termin ostateczny. Jak powiedział jeden z negocjatorów: “Możemy przedłużyć czas, ale nie możemy go cofnąć”.

Jądrem porozumienia powinno być uzgodnienie przez świat bogaty i kraje rozwijające się podziału ciężarów walki ze zmianami klimatu. I podziału nowego cennego bogactwa naturalnego – bilionów ton dwutlenku węgla, które możemy wyemitować, zanim zrobi się piekielnie gorąco.

Bogate kraje chętnie rozwodzą się nad arytmetyką – że nie znajdziemy rozwiązania, dopóki rozwijające się giganty, takie jak Chiny, nie podejmą bardziej radykalnych kroków. To bogaty świat jest jednak odpowiedzialny za większość zgromadzonego w atmosferze dwutlenku węgla – trzy czwarte łącznej ilości wyemitowanej od 1850 r. Teraz więc musi się on stać liderem. Każdy z krajów rozwiniętych musi zobowiązać się do takich cięć emisji, by w ciągu dekady dojść do poziomu znacznie niższego niż w 1990 r.

Kraje rozwijające się podkreślają, że to nie one są głównym winowajcą, a najbiedniejsze regiony świata ucierpią najbardziej. Ale z czasem będą się przecież coraz bardziej przyczyniać do ocieplania się klimatu, a więc i one muszą zobowiązać się do wymiernych działań. I choć zobowiązania redukcji obu największych emitentów zanieczyszczeń – Chin i Ameryki – nie do końca spełniły nadzieje, to stanowią ważny krok.

Społeczna sprawiedliwość wymaga od krajów uprzemysłowionych, by sięgnęły głęboko do kieszeni i zobowiązały się pomóc krajom biednym w przystosowywaniu się do wymogów walki ze zmianami klimatu i we wdrożeniu czystych technologii – tak by wzrostowi gospodarczemu nie towarzyszył wzrost emisji.

Należy określić architekturę przyszłego traktatu – z rygorystycznym monitorowaniem, ze sprawiedliwymi nagrodami za ochronę lasów oraz z wiarygodnym systemem szacowania “eksportu emisji”, tak by docelowo ciężar ochrony środowiska rozkładał się równo między tych, którzy szkodliwie produkują, oraz konsumentów. Sprawiedliwość wymaga, by brzemię, które wezmą na siebie kraje rozwinięte, było dostosowane do ich możliwości. Nowi członkowie Unii Europejskiej – często znacznie ubożsi niż stara Europa – nie powinni ponosić dotkliwszych obciążeń niż ich bogatsi partnerzy.

Transformacja będzie kosztowna, lecz znacznie tańsza niż ratowanie światowego sektora finansowego. I znacznie tańsza niż skutki zaniechania.

Wielu z nas, zwłaszcza w świecie uprzemysłowionym, będzie musiało zmienić styl życia. Kończy się era lotów tańszych niż taksówka na lotnisko. Będziemy musieli inteligentniej robić zakupy, jeść i podróżować. Więcej płacić za energię i mniej jej zużywać.

Ale przejście do społeczeństwa chlubiącego się niską emisją CO2 niesie ze sobą więcej szans niż poświęceń. Już teraz niektóre kraje zdają sobie sprawę, że przyniesie ono wzrost, miejsca pracy i lepszą jakość życia. Przepływy kapitałowe już to zwiastują – w ubiegłym roku po raz pierwszy zainwestowano więcej w odnawialne źródła energii niż w produkcję elektryczności z paliw kopalnych.

Porzucenie nałogu emisji CO2 pobudzi w ciągu kilkudziesięciu lat rozwój innowacji, porównywalny z historycznymi okresami gwałtownego postępu. Lądowanie na Księżycu czy rozszczepienie atomu wynikały z konfliktu i rywalizacji, natomiast wyścig w ograniczaniu emisji musi być napędzany wspólnym, zbawczym wysiłkiem.

W tym duchu podpisuje się pod tym tekstem 56 światowych gazet. Jeżeli zdobyliśmy się – mimo odmiennej optyki narodowej i politycznej – na wspólny głos, to winno to się udać również naszym przywódcom.

Od polityków w Kopenhadze zależy, jak historia osądzi nasze pokolenie. Jako to, które stawiło czoła wyzwaniu, czy jako to, które – widząc zagrożenie – bezrozumnie nie zrobiło nic? Wzywamy, by dokonali właściwego wyboru.

Economic Observer – China

Southern Metropolitan Daily – China

CommonWealth Magazine – Taiwan
Źródło: Gazeta Wyborcza

Może Ci się również spodoba