Polska tonie…

To chyba wiedzą już wszyscy, ale czy ktokolwiek tym się przejmuje? Po naszym wejściu do struktur Unii Europejskiej tony śmieci przenikały przez zachodnią granicę, aby stać się jeszcze większym problemem po wejściu do strefy Schengen. Ryzyko zwiększyło się kilkukrotnie, a początki tego zjawiska sięgają początku lat 90-tych XX wieku.

W obliczu zaostrzenia przepisów komplikujących zarządzanie odpadami i zwiększających koszty takiego przedsięwzięcia bogate państwa zachodnioeuropejskie wykorzystały fakt, że Polska znajdowała się akurat w fazie transformacji i zaczęły składować na jej terytorium swoje odpady. Trend ten nasilił się w maju 2004 roku wraz z przystąpieniem Polski do UE. Zniesienie kontroli celnych na zachodniej granicy kraju otworzyło swoistą tamę i spowodowało gwałtowny napływ przemytników.

Nawet w roku 2007 polska straż graniczna zanotowała ponad  1039 incydentów związanych z nielegalnym wwiezieniem odpadów na terytorium Polski, z czego 579 z Niemiec, 32 z Austrii i tyle samo z Belgii.

Pod pretekstem działalności transportowej, handlowej lub utylizowania odpadów polskie firmy kontaktują się z przedsiębiorstwami niemieckimi, holenderskimi, szwedzkimi, duńskimi, belgijskimi czy austriackimi i proponują składanie ich odpadów po korzystnej cenie na wysypiskach, w starych magazynach lub nawet w środowisku naturalnym. Na tym szczególnym rynku pojawiły się nawet „specjalizacje”: na przykład przemyt używanych ubrań z Niemiec.

 

TM

Może Ci się również spodoba