Unijne dopłaty do truskawek i malin


Unijna rada ds. rolnictwa zaakceptowała reformę rynku owoców i warzyw, dzięki której polscy plantatorzy malin i truskawek będą dostawać dopłaty.

UE przyjęła też nowe zasady połowów dorsza na Bałtyku. Od 2008 r. polscy plantatorzy malin i truskawek będą mogli dostawać dodatkowe, specjalne dopłaty – do 400 euro od hektara. Unijni ministrowie rolnictwa obradujący we wtorek w Luksemburgu zgodzili się, żeby ta dodatkowa dopłata składała się z dwóch elementów: 230 euro będzie pochodzić z budżetu Unii, pozostałe 170 euro – z polskiego budżetu. – Udało się nam wynegocjować dodatkową dopłatę, której wcześniej nie było w polskim traktacie akcesyjnym – cieszył się wicepremier minister rolnictwa Andrzej Lepper.

Dopłaty obejmą tylko plantatorów malin i truskawek. Komisja Europejska nie zgodziła się na porzeczki, agrest i wiśnie. Na szczęście uprawy malin i truskawek (łącznie 50 tys. hektarów) stanowią dwie trzecie wszystkich upraw owoców miękkich (przeznaczonych do przetwórstwa) w Polsce. Uzgodniony we wtorek program dopłat będzie obowiązywał do 2013 r.

Druga dobra wiadomość dla polskich (oraz w ogóle unijnych) producentów owoców i warzyw jest taka, że unijni ministrowie dali we wtorek zielone światło na utworzenie specjalnego funduszu, z którego będzie finansowany zakup europejskich owoców i warzyw do szkolnych stołówek w całej Unii. KE chce, żeby w tym budżecie znalazło się około 100 mln euro. – Wyjeżdżam więc z Luksemburga częściowo zadowolony – konkludował Lepper.

Z kolei minister ds. gospodarki morskiej Rafał Wiechecki oświadczył, że unijna Rada podjęła zarazem dobrą i złą decyzję dla polskich rybaków.

Rafał Wiechecki, minister gospodarki morskiej (desygnowany przez LPR)

Dobra jest taka, że unijnym ministrom w ogóle udało się dojść do porozumienia w sprawie wieloletniego planu odnowy zasobów dorsza w Bałtyku. Komisja Europejska groziła, że jeśli taki plan nie zostanie przyjęty, to jeszcze w tym roku narzuci drakońskie redukcje połowów dorszy. Ministrowie zdołali się jednak dogadać, więc tych dodatkowych redukcji nie będzie. Plan, przyjęty we wtorek w Luksemburgu, przewiduje, że począwszy od 2008 r., połowy będą redukowane o 15 proc. w każdym sezonie. I będzie to dotyczyć wszystkich państw. W 2007 r. polscy rybacy mogą jednak spać spokojnie.

Zła wiadomość zdaniem Wiecheckiego jest natomiast taka, że pozostałe unijne państwa oraz Komisja Europejska w niedostatecznym stopniu uwzględniły polskie żądania. Polska domagała się bowiem, żeby polscy rybacy dostali dodatkowe dni, w trakcie których wolno im będzie łowić dorsze, w zamian za to, że w ostatnich latach polska flota rybacka została zredukowana. Polski rząd spodziewał się, że dostanie dodatkowych 10 dni połowowych. Wiechecki twierdził, że taką obietnicę dała nam Bruksela.

Tymczasem we wtorek Komisja Europejska zaoferowała nam tylko cztery dni. – Pod naciskiem innych państw, Niemiec, Szwecji i Danii, ale zwłaszcza Niemiec, Komisja Europejska nie wywiązała się ze swoich obietnic. Więc my też nie będziemy konsekwentni i nie będziemy już dalej redukować naszej floty rybackiej! – mówił Wiechecki. Ale przyznał, że dotychczasowe redukcje polskiej floty rybackiej były dobrowolne. Na złomowanie kutrów decydowali się sami rybacy, ponieważ dostawali za to – z unijnego budżetu – gigantyczne środki. Średnio po 900 tys. zł za jedną łódź! Teraz Wiechecki sugeruje jednak, że skoro Unia nie dała nam dodatkowych dni połowowych, to dalszych redukcji floty już nie będzie. Na znak protestu przeciwko niesłusznej (jego zdaniem) decyzji Rady UE, polski minister – jako jedyny we wtorek w Luksemburgu – wstrzymał się od głosu w trakcie przejmowania „Planu odbudowy zasobów dorsza”.

Oburzenie Wiecheckiego żartobliwie komentował wicepremier Lepper, obecny w tym samym momencie w Luksemburgu: – To młodość ma swoje przywileje. Minister Wiechecki, były działacz Młodzieży Wszechpolskiej, ma 28 lat.

Może Ci się również spodoba