• Bez kategorii
  • 0

Wskrzeszają wymarłe gatunki

Dzięki zabiegom amerykańskich biologów udało się wskrzesić gatunek tchórzy uznany za całkowicie wymarły. Przypominamy równocześnie, nie zdając sobie z tego sprawy jesteśmy świadkami wielkiej zagłady.

* Co to znaczy „za gorąco”

Mimo że na Ziemi żyją miliony gatunków roślin i zwierząt, każdego roku wymierają tysiące organizmów, których nie zdążyliśmy nawet odkryć ani opisać.

Ze znanymi gatunkami też nie jest dobrze. Obecnie zagrożonych
zagładą jest 8,3 tys. gatunków roślin oraz 7,2 tys. zwierząt z całego
świata. Podczas lektury kolejnych niepokojących raportów ekologów wielu
z nas zadaje sobie pytanie: czy działania na rzecz ochrony przyrody
mają w ogóle sens? Zdecydowanie tak. Dowodzi tego wielki raport
opublikowany w ostatnim numerze pisma "Science". Kilka niezależnie
pracujących grup naukowców pokazało, że nawet małe, lokalne inicjatywy
oraz odpowiednie regulacje prawne wystarczą, by ocalić gatunki, którym
wróżono całkowite wymarcie. Te wielkie sukcesy ekologów stanowią
niezbity dowód na to, iż przyszłość zagrożonych zagładą stworzeń czy
obszarów zależy wyłącznie od naszych działań.

Siedem ostatnich tchórzy
Jedną
z częściej stosowanych strategii ochrony zwierząt jest ich hodowla w
niewoli. Gdy tylko strażnicy przyrody orientują się, że w naturze
liczebność danego gatunku dramatycznie spada, wyłapuje się ostatnie
osobniki i przesiedla do rezerwatów lub ogrodów zoologicznych, by mogły
się tam bez przeszkód rozmnażać. Gdy zwierząt jest odpowiednio dużo,
wracają do swojego środowiska naturalnego. Niestety, takie akcje rzadko
kończą się sukcesem. "Dzieje się tak dlatego, że na wolności nadal
istnieją warunki, które wcześniej doprowadziły do zmniejszenia się
liczby przedstawicieli danego gatunku" – wyjaśnia dr Martin Grenier z
Departamentu Zoologii i Fizjologii amerykańskiego University of Wyoming
w Laramie. Co więcej, wywodząca się z kilku osobników grupa "ocalonych"
jest słabo zróżnicowana genetycznie, przez co zwierzęta są bardziej
narażone na choroby i gorzej się adaptują do zmian środowiska.

Jednak
mimo tych niesprzyjających ograniczeń, hodowane w niewoli osobniki mogą
na powrót z sukcesem skolonizować swe pierwotne środowisko. Dowodzi
tego przykład amerykańskich tchórzy czarnołapych (Mustela nigripes),
żyjących w rejonie Shirley Basin w stanie Wyoming. To najbardziej
zagrożone zagładą ssaki w Ameryce Północnej. W 1936 r. tchrze
czarnołape uznano za wymarłe na wolności na terenie Kanady. Widząc co
się dzieje, w połowie lat 80. XX wieku amerykańscy biolodzy schwytali
ostatnie żyjące na wolności zwierzaki, by hodować je w niewoli. "W
pewnym momencie było ich zaledwie 18!" – mówi dr Grenier. Z tych
kilkunastu sztuk, w 1986 r. siedem trafiło do ogrodów zoologicznych
oraz do uniwersyteckich laboratoriów, gdzie zamierzano odtworzyć stadka
tych zwierząt.

Mały drapieżnik wraca do domu
Po
pięciu latach hodowli w niewoli rozpoczęto reintrodukcję, czyli
powtórne osiedlanie tchórzy w ich środowisku naturalnym, w Wyoming. W
latach 1991-1994 na tereny prerii Shirley Basin wypuszczono 228
osobników. Niestety, kiedy dwa lata później zliczono dziko żyjące
zwierzaki, okazało się, że przeżyło jedynie 25 sztuk, a reszta padła
ofiarą różnych chorób. W 1997 r. na wolności znaleziono tylko pięć
osobników. Gdy wydawało się już, że uczeni ponieśli klęskę, doszło do
niezwykłego zwrotu akcji. W 2003 r. uczeni powtórnie wybrali się w
rejon Shirley Basin i ku własnemu zdumieniu natrafili na ponad 50
tchórzy! Po kolejnych trzech latach liczba zwierząt wzrosła
czterokrotnie i wyniosła 223 osobniki. Gatunek ten można więc uznać za
ocalony. "Podobne akcje mają szanse zakończyć się sukcesem, gdy zostaną
przeprowadzone w odpowiedni sposób, np. odda się do dyspozycji zwierząt
spory teren" – podkreśla Grenier.

Bąki, nury i polityka
Także
po drugiej stronie Atlantyku ekolodzy mogą się pochwalić wielkimi
sukcesami w dziedzinie ochrony przyrody. Tu z pomocą naukowcom przyszli
– co rzadkie – politycy. Jak wykazali brytyjscy naukowcy, publikujący
wyniki swoich badań w "Science", odpowiednie regulacje prawne naprawdę
przynoszą pożądane efekty.
Zespół pod kierunkiem dr. Paula Donalda
z Royal Society for the Protection of Birds postanowił sprawdzić
skuteczność jednego z międzynarodowych paktów dotyczących ochrony
dzikiego ptactwa – Dyrektywy Unii Europejskiej ds. Ptaków z 1979 r.

Na
liście zwierząt umieszczonej w dyrektywie znalazło się ponad 180
gatunków, m.in. rybołowy (Pandion haliaetus), szablodzioby
(Recurvirostra avosetta), nury czarno- i rdzawoszyje (Gavia arctica i
Gavia stellata) oraz bernikle (Branta leucopsis).

W Unii ptakom lepiej
By
określić skuteczność prawnych regulacji, uczeni przeanalizowali zmiany
w liczebności ok. 140 gatunków ptaków. Zbadano, jak ptaki znajdujące
się na liście gatunków chronionych radziły sobie w krajach unijnych (za
takie uznawano państwa należące do tej wspólnoty w 1979 r.). "Po raz
pierwszy ktoś zdecydował się na sprawdzenie skuteczności podobnych
regulacji i byliśmy naprawdę zaskoczeni wynikami naszych badań" – mówi
dr Paul Donald. Okazało się, że w przypadku niemal wszystkich gatunków,
liczba ptaków rosła szybko tam, gdzie obowiązywały postanowienia
dyrektywy z 1979 r.

"Warto zauważyć, że wybór metod i stopnia
ochrony gatunku pakt pozostawiał w gestii poszczególnych rządów" – mówi
dr Donald. Badacze wykazali, że im więcej rezerwatów tworzył kraj, tym
więcej było w nim ptaków.

Amazonia pod ochroną prawa
Okazuje
się jednak, że międzynarodowe postanowienia dotyczące ochrony przyrody
sprawdzają się nie tylko w przypadku pojedynczych gatunków, ale i
całych ekosystemów, np. deszczowego lasu w Peru. Podczas, gdy
brazylijska część Puszczy Amazońskiej znika w zatrważającym tempie,
wycinana pod drogi, pastwiska oraz pola uprawne, w Peru udało się
uchronić ją przed tym straszliwym losem. I to z całkiem niezłym
skutkiem, czego dowodzą badania zespołu dr. Gregory’ego Asnera z
Carnegie Institution of Washington w Stanford. Uczeni przeanalizowali
fotografie satelitarne peruwiańskich obszarów leśnych. Zdjęcia zrobiono
w latach 1999 – 2005. Jak się okazało, mimo że w Peru także prowadzi
się wycinkę puszczy, ma ona miejsce niemal wyłącznie na terenach
niepodlegających ochronie prawnej. Drzewa wycina się na obszarach
specjalnie przeznaczonych pod wyrąb.

Oznacza to, że regulacje
prawne wprowadzone przez peruwiański rząd są powszechnie respektowane,
co zapobiega niszczeniu unikalnego lasu.
"Prace opublikowane w
<Science> stanowią niezbity dowód, że stosowane przez nas
strategie ochrony przyrody przynoszą rezultaty" – podkreśla dr Thomas
Brooks, ekolog z amerykańskiego instytutu Conservation International.
"Miejmy się jednak na baczności, bo walka o przyrodę nie została
jeszcze wygrana".


Agnieszka Szymczak: Ile gatunków roślin i zwierząt jest w Polsce objętych ochroną?
Przemysław
Nawrocki: Pod ochroną gatunkową są wszystkie gady, większość ptaków i
ssaków, ok. 250 gatunków roślin – w tym cis pospolity i limba –
kilkadziesiąt gatunków grzybów i owadów. W sumie jest ich ok. 700.

Czy wszystkie nasze chronione gatunki są zagrożone wyginięciem?
Większość
z nich jest w niebezpieczeństwie, bo spada ich liczebność lub zmniejsza
się teren występowania. W Polsce obowiązują jeszcze przepisy, z czasów,
gdy dzielono gatunki na pożyteczne i szkodliwe. Niektóre spośród tych
pierwszych są objęte ochroną. Wśród nich jest kos, mimo że występuje
powszechnie. Kiedyś uważano, że trzeba go wspierać, bo niszczy
szkodniki drzew. Obecnie odchodzi się od tego podziału. Nadaje się
roślinom i zwierzętom odpowiedni status ochronny. Wśród kręgowców na
tzw. czerwonej liście zwierząt ginących i zagrożonych znajdują się w
Polsce 152 gatunki. Wśród nich jako zanikłe określono 16, np. tura,
jesiotra i dropia, a jako krytycznie zagrożone aż 22, np. łososia, węża
eskulapa i kozicę.

Kiedy dany gatunek jest usuwany z listy zagrożonych zagładą?
Gdy
liczba osobników danego gatunku się zwiększa, a siedlisko tych zwierząt
nie ogranicza się do jednego miejsca. Generalnie przyjmuje się, że min.
1 tys. osobników gwarantuje gatunkowi przetrwanie. Ważne jest też to,
by oceniać sytuację gatunku na większym terenie, a nie np. tylko w
jednym parku narodowym. Takie transkontynentalne podejście prezentuje
Unia Europejska. Chodzi o to, by skoordynować działania nad ochroną
poszczególnych siedlisk i gatunków na całym kontynencie. Tak powstał
np. system Natura 2000, który chroni całe ekosystemy z kombinacją
żyjących tam zwierząt i roślin. Objęcie ochroną 10 proc. siedlisk w
skali światowej pozwoli uratować 45 – 70 proc. gatunków roślin i
zwierząt. Oczywiście trzeba ocalić więcej niż 10 proc.by zachować
bioróżnorodność.

Dlaczego bioróżnorodność jest taka ważna?
Bo
to całe bogactwo przyrody. Można ją mierzyć na kilku poziomach.
Najwyższy, to zróżnicowanie naturalnych ekosystemów. W ich obrębie
bioróżnorodność przejawia się liczbą gatunków występujących w danym
miejscu. Dalej jest różnorodność wewnątrzgatunkowa mierzona na poziomie
genów. Chodzi o to, że z punktu widzenia ochrony przyrody nie wystarczy
ochronić jedną małą populację danego gatunku, bo gatunki, szczególnie
te o dużym terytorium występowania, różnią się pod względem genetycznym
w poszczególnych miejscach.

Czyu nas udało się uratować jakieś zwierzęta?
Na
szczęście tak. Świetnym przykładem jest bóbr. W stanie dzikim wyginął
po II Wojnie Światowej. Na początku lat 90. XX wieku został jednak
reintrodukowany, tzn. hodowano go w niewoli i wypuszczano do środowiska
naturalnego. Zadomowił się u nas znakomicie, początkowo w rezerwatach,
a teraz występuje już wszędzie, nawet w dużych miastach. Spośród ptaków
uratowaliśmy orła bielika. W latach 70 XX w. w kraju było ok. 50 par
tych ptaków. Obecnie mamy ich już ok. 500, najwięcej w Polsce
północnej. Podobnie udało się z krukiem. Jeszcze trzydzieści lat temu
należał do rzadkości. Dziś, dzięki ochronie, jest wszędzie. Połowicznym
sukcesem okazała się natomiast ochrona wilka. Mimo pełnej ochrony
liczba wilków w naszym kraju nie rośnie tak szybko, jak byśmy chcieli,
bo giną często we wnykach kłusowników.

Czyli, by skutecznie ochronić zwierzęta, potrzebne jest wsparcie lokalnych społeczności?
To
jeden z warunków sukcesu. Widać to świetnie na przykładzie
Biebrzańskiego Parku Narodowego. Utworzono go w 1993 roku. Teraz jest
głównym pracodawcą w regionie i cieszy się ogromnym poparciem
miejscowej ludności. Na to poparcie pracował m.in. WWF, który
organizował programy przygotowujące okolicznych rolników do
pozyskiwania funduszy z Unii Europejskiej wspierających naturalne
metody gospodarowania sprzyjające ochronie bioróżnorodności.

Jakie zwierzęta chroni Biebrzański Park Narodowy?
Jest
schronieniem 75 proc. żyjących w UE wodniczek. To małe, szare ptaszki,
symbol polskiej przyrody w UE. W parku łatwo też zobaczyć łosia. Dużo
częściej niż dawniej spotyka się żurawie, ale to wynika częściowo z
tego, że ptak ten zmienił swe przyzwyczajenia i przestał być tak
płochliwy. Nie udało się, niestety, uratować bataliona, który już tam
prawie nie gniazduje. Jemu szkodził zanik tradycyjnych pastwisk i obce
drapieżniki np. norka amerykańska. Staramy się temu jakoś zapobiec. Nad
Biebrzą pojawiają się też rzadkie gatunki motyla, np. niepylak
mnemosyna. Jego krewniak, niepylak apollo został w Polsce ogromnie
przetrzebiony, dawniej, głównie przez kolekcjonerów owadów.

Dr Przemysław Nawrocki jest kierownikiem projektu WWF "Rzeki dla życia"

Wykorzystano częściowo informacje zawarte na: www.dziennik.pl

Może Ci się również spodoba