Wyjałowione gleby

Ograniczenie nawożenia organicznego, mało racjonalna gospodarka biomasą glebową oraz nadmierne zaufanie do środków chemicznych doprowadziły do spadku zawartości materii organicznej gleb w Polsce. Z danych Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika, że w ciągu minionych 60 lat zawartość wspomnianej materii organicznej obniżyła się o 40%.

Zmniejszenie substancji organicznych prowadzi nie tylko do obniżenia plonów roślin, lecz także zwiększa skutki suszy glebowej oraz prowadzi do wzrostu fal powodziowych. Można do tego dodać, że takie mało próchniczne gleby nie wiążą dwutlenku węgla, a to oznacza ich istotny udział w ocieplaniu się klimatu.

Wiemy, o co chodzi

Nazwa „materia organiczna gleb” jest trudna do zdefiniowania. Nie ma ona charakteru jednorodnego, jest różna dla każdego środowiska glebowego, a pobierając próbkę gleby z tego samego punktu, na tej samej głębokości, ale w różnym czasie, zorientujemy się, że nie jest to już ta sama gleba. W skład materii organicznej gleb wchodzą m.in. obumarłe szczątki organizmów roślinnych i zwierzęcych w różnych stadiach rozkładu i przetworzenia, a także żywe organizmy – głównie grzyby i bakterie.

To właśnie te żywe organizmy, a także zachodzące w glebach procesy spowodowane m.in. opadami atmosferycznymi powodują, że skład gleb ulega ciągłym zmianom.

Polska podzielona

Najbardziej znanym sposobem wzbogacenia gleby w materię organiczną jest nawożenie obornikiem. Dla racjonalnego – co trzy lata – zastosowania takiego wzbogacenia potrzeba jednak dwóch, trzech dużych sztuk (sztuka to odpowiednik jednej krowy) na hektar gleby. W województwach wschodnich, a głównie w podlaskim, które jest obecnie wiodącym producentem mleka w Polsce, oraz w Wielkopolsce te wskaźniki są nawet przekroczone i tam gleby są dobrze wynawożone obornikiem.

Mamy jednak całe województwa (w tym największe mazowieckie) z dominującą gospodarką bezinwentarzową. Duże fermy drobiu czy trzody chlewnej nie rekompensują znikających krów i świnek z dominujących niegdyś wielokierunkowych gospodarstw. W górach natomiast prawie zniknęły – obecne tam przez wieki – owce, które nie tylko wzbogacały gleby w próchnicę, ale działały swoimi raciczkami przeciwerozyjnie oraz przeciwpowodziowo.

Do wyjaławiania gleby z próchnicy przyczynia się monokultura zbożowa (głównie pszenica po pszenicy), którą szczególnie preferują dzierżawcy gruntów.

Ostatnio jednak modne bywa wydzierżawianie posiadanych hektarów. Właściciel bierze rentę w postaci unijnych dopłat (ok. tysiąc zł do hektara rocznie), a dzierżawiący ma zarobić na zbiorach. Zgodnie z unijnymi zasadami dopłata należy się użytkownikowi, ale o wszystkim decyduje właściciel – więc przepisy jedno, a życie co innego.

UE nie zauważa problemu

Można przypuszczać, że unijni urzędnicy wiedzą o malejących zasobach substancji organicznych w glebach, a co za tym idzie – pogarszającej się ich urodzajności. Dotychczas jednak nie wymyślili niczego, co mogłoby to zjawisko ograniczyć. Przez lata koncentrowali się na ograniczeniu nadprodukcji. Była „góra” masła, więc ograniczamy chów bydła, był nadmiar cukru, więc zapłaćmy za nieuprawianie buraków. W minionym roku na cukrze zarabiali inni, w tym będzie podobnie. Unia musi zaimportować 4 mln t cukru (głównie trzcinowego), bo tak skutecznie ograniczono uprawę i przerób buraków. A uprawa tej właśnie rośliny, obok rzepaku, szczególnie sprzyja wzbogacaniu gleb w próchnicę – wymaga nawożenia obornikiem, dostarcza paszy dla bydła, a pozostałe w glebie resztki ją użyźniają.

Rozleniwiające unijnych rolników są też niektóre dopłaty. Można je uzyskać do gleb prawie nieuprawianych, bo wystarczy utrzymywanie gruntów rolnych w tzw. czarnym ugorze. Wystarczy też przeoranie lub nawet wykonanie talerzowania. Tymczasem przydałyby się dopłaty do poplonów: roślin motylkowatych, miododajnej facelii lub żółto kwitnącej gorczycy. Ta ostatnia, po przyoraniu na tzw. zielony nawóz, nie tylko wzbogaca glebę w materię organiczną, ale poprzez zawarte w korzeniach alkaloidy ją odgrzybia. Wzbogacać glebę w masę organiczną można też poprzez pocięcie i przyoranie (dodając nawozów mineralnych) słomy zbożowej lub rzepakowej. Tu jednak wtrącili się ekolodzy promujący słomę jako paliwo odnawialne. Zamiast do obór i chlewni czy pod pług wiele jej trafia do kotłów – nawet w zawodowej energetyce.

Naukowcy z IUNG oraz z różnych uczelni rolniczych zgłosili kilka propozycji, które powinni uwzględnić politycy przygotowujący nową Wspólną Politykę Rolną Unii Europejskiej, m.in. wprowadzenie „karty pola”. Byłyby w niej zapisywane wszelkie prace uprawowe, a zwłaszcza wzbogacanie gleby w masę organiczną.

Jerzy Gmurczyk

Źródło: www.eurogospodarka.pl

Może Ci się również spodoba