• Bez kategorii
  • 0

Czy możliwy jest dialog w sprawie Dyrektywy WEEE w Polsce.

Ustawa przygotowywana przez Ministerstwo Środowiska pomija pewne sprawy ochrony środowiska.

Nie ma przejrzystego obiegu informacji dotyczącego podmiotów operujących na rynku odpadów elektronicznych nie są np. wymagane żadne gwarancje jakości usług jakie będą wykonywane, informacje jakie Ministerstwo Środowiska będzie otrzymywać o potencjale rynku i sposobach utylizacji odpadów będą pochodziły z drugiej ręki czyli od organizacji odzysku.

Na razie mówi się głównie wszystkim o kosztach dla „wprowadzających” i ich rozszerzonej odpowiedzialności, która będzie polegać na opłacie wstępnej tzw. rejestrowej, opłacie rocznej, kapitale założycielskim ich pośrednika czyli organizacji odzysku oraz opłacie produktowej w sytuacji gdy firma nie wywiąże się z limitu przetworzenia 4 kg rocznie na mieszkańca, co w praktyce oznacza zdjęcie z rynku i przekazanie do recyklingu 90% tych odpadów (co wydaje się nieracjonalne, zważywszy, że Polska ma najwyższy w Europie wskaźnik odpadów składowanych!

Najgorzej jednak, że ministerstwo nie wyciągnęło wniosków ze złych doświadczeń obowiązującego Prawa o Odpadach. Nadal trwa obrót „kwitami” szerzy się szara strefa. Firmy dotrzymujące uregulowań prawnych są na skraju bankructwa, nie są w stanie konkurować z tymi, którzy wykorzystując luki prawne stosują ceny dopingowe.

Ustawa o odpadach i zawarte w niej zapisy dotyczące postępowania z odpadami są traktowane jako "ustawa matka" w zakresie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Jednak WEEE nakłada dodatkowe obowiązki z tego tytułu dla „wprowadzających” czyli producentów i importerów. „Wprowadzający” aby wywiązać się z obowiązku recyklingu nałożonego przez projektowaną ustawę musi określić jakie ilości odpadów zostały poddane recyklingowi, gdzie i w jakich procesach na podstawie uzyskanych zaświadczeń od recyklerów zostały odzyskane, ale taki obowiązek może zdjąć z niego organizacja odzysku – a więc w oparciu o schemat, który się nie sprawdził. Równolegle trwają przymiarki czy będzie tylko jedna platforma logistyczna kontrolująca cały strumień odpadów, posiadająca know-how, organizująca przetargi i pobierająca opłaty od swoich członków, czy będzie ich kilka. Pierwszym krokiem w kierunku utworzenia organizacji odzysku było utworzenie firmy, która otrzymała grant norweski i jest zalążkiem przyszłej polsko-norweskiej organizacji pretendującej do miana operatora na polskim rynku. Model norweski jest jednym z najstarszych w Europie: już w 1996 roku rozpoczęła pracę grupa robocza, a 16 marca 1998 wprowadzono zarządzenie „Regulations regarding Scrapped Electrical and Electronic Products”. Norweska propozycja zakłada, że odpady odbierają gminne punkty zbiórki i sklepy, ale oddanie zużytego sprzętu do sklepu wymaga zakupu nowego egzemplarza.

W Polsce zarówno wprowadzający jak i organizacja odzysku mogą zlecić wykonywanie poszczególnych czynności sprzedawcom, recyklerom lub gminnym punktom zbiórki. W praktyce zużyty sprzęt będzie trafiać bezpośrednio do recyklera, ale ostateczne rozliczenie nastąpi pomiędzy recyklerem a operatorem czyli organizacją odzysku (ma ona ponadto kontrolować nie tylko recyklerów, ale także izby oraz stowarzyszenia ich reprezentujące). Firma X będzie odbierać od „wprowadzającego” lub z gminnego punktu zbiórki określoną ilość odpadów do odzysku i recyklingu, następnie poddawać te odpady procesom przetwarzania i raportować do organizacji odzysku ( a ta do Ministerstwa Środowiska): było tyle odpadów, tyle części sprzedaliśmy, tyle urządzeń udało się zreperować, tyle udało się poddać recyklingowi materiałowemu, tyle spaliliśmy w specjalistycznej instalacji. Tak więc informacje o rynku pozostaną w rękach recyklerów i organizacji odzysku – a prawo da im monopol kontroli rozliczania wszystkich operacji związanych z recyklingiem.

Agnieszka Oleszkiewicz, ekopartner.com.pl

 

Zobacz też

Może Ci się również spodoba