Piasek, sieczka, pomidory

Gruszki na wierzbie, pomidory na piasku? Czemu nie. Gruszki na wierzbie, a właściwie na gruszy wierzbolistnej, rosną w parku dendrologicznym w Kórniku. Pomidory na piasku rosną nie tylko w Izraelu na pustyni Negew, ale także w Lublinie w stacji Uniwersytetu Przyrodniczego na Felinie, w szklarni doświadczalnej, którą opiekuje się prof. Józef Nurzyński.

Coraz rzadziej można spotkać pomidory uprawiane na otwartych polach czy działkach, chyba, że są to odmiany przemysłowe. Odmiany konsumpcyjne w coraz większej części pochodzą z upraw pod szkłem. Od wielu już lat nie uprawia się tych warzyw w ziemi. Tradycyjną glebę zastąpiły różnego rodzaju podłoża. Od lat najpopularniejszym jest wełna mineralna. Ma ona wiele zalet. Nie zawiera czynników chorobotwórczych, co pozwala prowadzić uprawę niemal bez środków ochrony roślin. Ma też wady: po rocznym cyklu trzeba wełnę – wilgotną, pełną bakterii i grzybów – wyrzucić. Powstaje w ten sposób spory objętościowo i trudny do zagospodarowania lub przetworzenia odpad. Łatwiej jest ponownie wprowadzić do obiegu inny rodzaj podłoża – torf. Oba te podłoża jednak w masowej produkcji warzyw nie są tanie.

Zamiast wełny lub torfu
Zespół uczonych kierowany przez prof. Nurzyńskiego postanowił poszukać tańszych, dostępnych, łatwych w przetworzeniu, a równie dobrych, co wełna mineralna i torf podłoży do produkcji pomidorów. Na pierwszy ogień poszedł piasek. Początkowe obiecujące wyniki, pozwoliły lubelskim uczonym uzyskać w 1999 r. trzyletni grant KBN (w wysokości 120 tys. zł). Te środki dały możliwość dokładnego przebadania procesu wzrostu roślin, dojrzewania owoców oraz ich wartości odżywczych. Pomogły ustalić optymalny skład odżywki, którą zasilane są rośliny. W szklarni, którą kieruje prof. Nurzyński system nawożenia roślin jest w pełni zautomatyzowany: procesor, po uzyskaniu informacji na temat wilgotności podłoża i otoczenia oraz temperatury i nasłonecznienia pomieszczenia, reguluje ilość i proporcje dostarczanych roślinie wraz z wodą składników pokarmowych. Pobierane są one z kilkunastolitrowych plastikowych baniek. Kapilary dostarczają odpowiednią ilość wody z odżywką do każdego pojemnika z rośliną.
– Czy jednak rośliny uprawiane tylko na sztucznych nawozach są zdrowe, mają naturalny smak? – pytam profesora.
– Oczywiście. Nie ma znaczenia skąd roślina pobiera składniki pokarmowe. Ważne, aby mogła je przetworzyć w procesie fotosyntezy – odpowiada. Rzecz w tym, że proporcje i ilość poszczególnych składników są optymalnie dobrane, co powoduje, że roślina przetwarza je wszystkie, nie gromadząc żadnych zbędnych substancji chemicznych w owocach. Okazało się, że w uprawie na piasku, roślinie należy dostarczać 15% mniej składników pokarmowych, niż w tradycyjnych uprawach. Kilkakrotnie robiono doświadczenie polegające na tym, że pomidory z lubelskiej AR kładziono na stole obok innych: kupionych w sklepach i na targu.
– Nasze zawsze wskazywano jako najsmaczniejsze – mówi prof. Nurzyński. Badania składu chemicznego wskazywały, że są także najzdrowsze.

Muszki i trzmiele zamiast chemii
Rośliny uprawiane w lubelskim UP są zdrowe nie tylko dlatego, że zasila się je optymalnymi mieszankami odżywek – dostosowanymi do podłoża, na którym są uprawiane – ale także dlatego, że nie wymagają żadnej chemicznej ochrony przed szkodnikami. W maju kupujemy specjalny gatunek muszki, która niszczy jaja mącznika szklarniowego – jedynego szkodnika, który naprawdę mógłby w tych warunkach zagrozić naszym pomidorom – mówi uczony. Wkrótce potem do szklarni trafia ul z trzmielami, które pomagają zapylać rośliny.
Pomidory prof. Nurzyńskiego rosną od lutego do listopada, a owocują od maja do końca uprawy. Prowadzone są na 20-22 grona – te najniższe w pozycji poziomej, pozostałe pną się po sznurkach do góry. Każda roślina daje w ciągu roku ok. 13 kg owoców. Dwa razy w tygodniu odbywa się zbiór. Część owoców trafia na tanie stoły pracowników szklarni, część jest sprzedawana. Uczelniana szklarnia ma stałych odbiorców, którzy chwalą sobie jakość uprawianych w niej pomidorów. Prof. Nurzyński stara się do swoich pomysłów przekonać producentów. W tej chwili kilku poważnych producentów stosuje z powodzeniem jego technologię.

A może słoma?
W szklarni część roślin pnie się do góry na linkach białych, inne na niebieskich, jeszcze inne na czerwonych lub żółtych. To nie przypadek. Kolor linki wskazuje, na jakim podłożu uprawiana jest roślina. Na żółtych linkach znajdują się rośliny rosnące na słomie. To obiekt, na którym są realizowane badania w ramach najnowszego grantu KBN – w wys. 130 tys. zł – którego realizację rozpoczął w tym roku zespół prof. Nurzyńskiego.
Projekt dotyczy uprawy pomidorów na podłożu z pociętej słomy, czyli sieczki z domieszką torfu lub keramzytu (dla poprawy napowietrzania podłoża). Chodzi m.in. o dopracowanie składu pożywki dla roślin. W badania zaangażowane jest bezpośrednio sześć osób. Jednak faktycznie uczestniczy w nich większa grupa badaczy, bowiem wiele analiz zleca się specjalistycznym pracowniom dysponującym sprzętem, jakiego nie ma zespół Katedry Uprawy i Nawożenia Roślin Ogrodniczych. Dzięki pracy zespołu prof. Nurzyńskiego, polscy producenci mają szansę na uprawę wyjątkowo zdrowych i smacznych pomidorów – a w przyszłości także innych warzyw – na tańszych podłożach, które wymagają mniejszej ilości nawozów, są łatwiejsze w utylizacji, a przy tym pozwalają uzyskać znakomite, często lepsze niż w tradycyjnych uprawach plony.
autor: Piotr Kieraciński

 

Zobacz też

Może Ci się również spodoba